poniedziałek, 14 listopada 2011
Gdzie się podziały święta
Święta... uśmiechnęłam się nostalgicznie do świątecznych towarów. W sklepach już właśnie zaczął się sezon przedświąteczny. Niby wszystko jest, a jednak jakby niczego nie było. Już nie pamiętam jak smakują takie prawdziwe święta, ciężkie,korzenne , pełne aromatu cynamonu, piernika, trzasku skorup orzecha, wanilii , miodu, maku, ryb i sałatek, pieczonej gęsi czy indyka, przepysznych wędlin, słodkości, kolęd i blasku świec, migotu lampek, pięknie ubranej choinki, białego obrusa i aromatu siana, pustego miejsca przy stole z przygotowanym nakryciem dla wędrowca, nawet tego wpatrzenia w niebo i czekania na pierwszą gwiazdkę mi brak.
Wigilijnego ferwowu, wykłócania się o farsz w uszkach do wigilijnego barszczu, wrzucania do wody suszu, mieszania bigosu z winem, kręcenia słodkich mas. Takie ostatnie święta kojarzą mi się z czasem kiedy byłam małą dziewczynką. Babka- matka mojego taty miała wielki dar robienia ze świąt wyjątkowego czasu. Kochałam ten czas przygotowań , wiecznej bieganiny, nawet te moje coroczne anginy nabywane poprzez bieganinę bez palta po dworzu, przy trzaskającym mrozie, kochałam. Uwielbiałam zbiegać na dół do pieca piekarniczego, gdzie tradycyjnie , dzięki polanom drewna pieczono wszelkiego typu ciasta poprzedziwszy ich włożenie tajemnymi próbami na odpowiednią temperaturę- piec nie miał zainstalowanego termometru. Czarowna była ta chwila wyczekiwania , czy ciasto wyjdzie,czy się upiecze, ale jeszcze lepszy był ten moment, kiedy należało ostatecznie ciasto spróbować. Gorące kąski pełne słodkości i masła mmm...Jeszcze teraz ślinka mi cieknie, a każdy inny , każdy piękniej przybrany i taki wyjątkowy , jedyny w swoim rodzaju. Zresztą babka kochała dekorację. Każda potrawa wychodząca spod jej ręki była swoistym dziełem sztuki. Ktoś powie, że przedtem ludzie inaczej żyli. Z pewnością, żyli trudniej. Nie było takiej techniki, a dawali radę. Ta babka Janina pracowała całe życie, ciężko pracowała, ale kochała to co robiła i uwielbiała robić wszystko perfekcyjnie , nawet święta. Miałam tez druga babkę Rozalię.
Niestety nie pamiętam jej przy takich okazjach. Niby to była dobra kobieta, ale nie mam z nią związanych żadnych takich ciepłych wspomnień. Z pewnością tego drugiego wzorca nikomu nie polecam. Chwile tych wspólnych przygotowań, bicia piany, lizania pałki, podbierania surowego cista z makutry, wąchania olejków, ścierania skórki z cytryny i pomarańczy, topienia w mleku lasek wanilii pozostały w moje pamięci i takie święta przekazać chcę moim dzieciom, te święta babki Janiny.
Dziś patrze na wszystko tak jakoś smutno. Nie ma we mnie ani ducha świąt, ani tej atmosfery. Jeszcze wprawdzie czasu jest mnóstwo, ale to bez znaczenia... Tęsknię do tego świątecznego ferworu i bieganiny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz