wtorek, 29 listopada 2011
Testowanie
Opracowuje nowy pomysł. Póki co zajęłam się intensyfikacja spotkań ze znajomymi. Odświeżam kontakty. Proszę o wsparcie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie . Czas zaczął mi się kurczyć. Co z tego , że święta za pasem kiedy mnie do tych świąt wcale bliżej nie jest.
Wczoraj postanowiłam w końcu zmierzyć się z ewentualnym zaproszeniem JATE i imprezą. Weszłam do maleńkiego sklepiku na takich peryferiach, ze niewiele osób w ogóle tam zagląda. Na wystawie wisiała sukienka , taka w moim stylu. Miałam chwilę czasu i postanowiłam zrobić sobie mały pokaz mody. Wchodzę w coraz więcej rzeczy z wieszaka i stanie przed lustrem zaczyna mi sprawiać przyjemność. Wprawdzie nie wiem po co mi to teraz , no ale przynajmniej tyle, że lepiej się czuję. Dziwi moje mówienie po co mi to teraz? Mnie nie. Potrzebowałam tego kiedy jeszcze chciało mi się zabiegać o względy płci przeciwnej. Dziś mam to wszystko w głębokim poważaniu.
W sklepie jest taki intymny nastrój. Wraz z ekspedientką wybrałam naręcze sukienek. Przeważały kolory złota i czerni. Ta która zdaniem pani ekspedientki byłaby najlepsza pierwotnie miała w sobie coś tam, ale to coś było takim pomieszaniem stylów. Hawajska spódnica połączona ze zbyt ciężkim gorsetem. Spódnica była warta zastanowienia. Każdy obrót powodował, ze paski fruwały w koło. Taka promienista zabawka, ale góra sukienki makabryczna.Ciężka,upstrzona i z ceną zbyt wygórowana jak na ogólny ogląd. Pierwsza złota prosta sukienka była na mnie zbyt ciasna, wprawdzie od biedy być by mogła, ale to nie to w czym chciałabym wystąpić. Druga złota sukienka miała ciekawy tył. Elastyczny materiał opinał niemożebnie i powodował, że stawiałam kroki jak Gejsza. Bawiłam się tym złotem i tym wymuszonym chodem. Niesamowite wrażenia. To co z tego, że w tej sukience tez bym nie poszła ? W końcu wybrałam się na przymierzanie, a nie na zakupy. Włożyłam też sukienkę nieciekawą i jak nieciekawie wyglądała na wieszaku tak i leżała i taką , która poprosiłam jako pierwszą i która mogłaby być ewentualnie. Czarna z lekko rozświetlonym gorsetem , który przypominał mi układ ludzkich kości i lekko rozkloszowanym dołem. Skromna, nic wystrzałowego, leżała idealnie. Musze się zastanowić nad nią. JATE jednak jakby wiedział, że chcę coś kupić. Pokazał się wczoraj i pogroził mi palcem.
-Powiedziałem, żebyś się nie martwiła ubiorem. Wszystkiego dowiesz się w odpowiednim czasie.Usiłował być dowcipny czy chciał mi powiedzieć , ze nie spuszcza mnie z oka?
- Nie chce Cie martwic. Święta idą i generalnie potrzebuje coś z tej okazji, ale miło, ze o mnie myślisz....
-To masz słoneczko kaprysy świąteczne.Sukienka za taka kasę na jeden wieczór wigilijny? Jesteś niemożliwa...i za to Cię uwielbiam. Pocałował mnie w czoło zanim zdążyłam zaprotestować i zwyczajnie wybiegł...Znaczy... stałam chwilę w progu i nie wiedziałam co powiedzieć.... znaczy mam się nie martwić ...ok! przyjęłam do wiadomości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz