Od 20 czerwca prawie nie śpię. Prawie, bo zdarzają mi się pięciominutowe zupełne wyłączenia. Nie mogę, nie potrafię. Nic nie czuję. Żadnego zmęczenia. Mam tylko problemy z koncentracją. Pocieszam się, że przejdzie, albo musi przejść. Całą noc pracowałam . Od czwartej ktoś buszował w śmietnikach. Potem sprzątano. W ostatniej chwili załapałam się na sort śmieci wywożonych po weekendzie.Do teraz czuję ból mięśni. W sobotę przytargałam 12kg karmę dla DI i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że musiałam biec na drugi koniec miasta i stamtąd ja przynieść. Szmat drogi.... ale cóż , nie ma wyjścia.... że co, że mi nikt nie pomógł?.... co najmniej od piętnastu lat nie słyszałam o żadnym gentelemnie w okolicy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz