
Pogoda chyba jednak ma wpływ na człowieka. Od kilku dni zwyczajnie pada, pada i pada. Jak większość chodzę śpiąca i nieprzytomna. Sądziłam jednak, że są granice takiego stanu. Tak myślałam do wczoraj. Dziś mogę powiedzieć, że się myliłam...
Rano , dramatyczny ziąb , w uszach plusk wylewanej wody . Wy-turlałąm się spod kołdry. Wrzuciłam jansy na pidżamę i sweter , wzięłam parasol i psa- miało być na chwilę . Do teraz nie wiem jak to się stało, że znalazłam się w lesie i wróciłam w południe z grzybami. Maniak grzyboholik się we mnie odezwał. Kurcze blade trzeba mieć kuku na muniu. Niedziela. Ludzie na drugi bok się przekładają, a ja biegam w leśnej głuszy... To jeszcze nic . Koło południa zrobiło się ciepło. Chciałam pozbyć się swetra i wtedy do mnie dotarło, że nie jestem w wersji spacerowej, a mocno nocnej ... ok...spowita w wełniany sweter dotarłam do domu. Zupełnie nie wiem po co te grzyby taszczę. Kiedy inni spacerki uskuteczniają ja myję czyszczę obieram i nanizuję na nitkę , albo wrzucam do słoja- zupełny odlot.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz