sobota, 28 maja 2011
Ciocia
... No i znowu jestem ciocią. Ponoć od środy czy czwartku. Wiadomość jednak dotarła do mnie dopiero teraz. Nawet jakoś specjalnie się nie wzruszyłam. Nie znoszę tych opowieści o porodach, przystawianiu do cycka , o ryku, śmierdzących kupach,znowu o ryku... Z politowaniem patrze na rodziny które nagle infantylnieją. Nawet odruchy dziecka biorą za dobrą monetę. Robi mi się niedobrze kiedy słyszę , jaki to ten dzieciak od razu i mądry i inteligentny... i ta mądrość sprowadza się do tego, że krzykiem ustawia wszystkich pod murem, a ta inteligencja do walenia w pieluchę kupska , którego stary by się nie powstydził...
Ludzie kochają spotykać na swej drodze tych którzy z pewnością nie są od nich mądrzejsi.
We mnie zaś nie ma niczego z Samarytanki. taka już jestem . Uśmiechnę się , pochwalę i w duchu cieszę się , że to cudze dzieci.
Chociaż niczego więcej niż dr House nie powiem : " dzieci lubię dopóki im nie wyrosną zęby". Nawet jako ciocia się nie sprawdzam .
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz