niedziela, 15 maja 2011
Jest coś
Sny ... Niezbadana do końca rzeczywistość.Świadczą ponoć o wewnętrznym bogactwie życia. Był czas,że moje sny zaczynały się takim wirem i spadaniem w dół. Potem dopiero zapadałam w senne marzenia. Każdy z pięknych snów pamiętam do dzisiaj. Potem był czas, że w ogóle nie śniłam. Zasypiałam chyłkiem, nerwowo z wiecznym brakiem miłości, opieki, ochrony, że nie podołam. Taki stan trwał do chwili, gdy podjęłam decyzje o zakończeniu toksycznego związku... W dwa lata po tym fakcie wróciły do mnie sny. Najpierw horrory, że wróci, że znowu się ta gehenna zacznie, potem obraz się zaczął rozmazywać. Dzisiaj już nawet nie pamiętam, jak wyglądał ani on ani ludzie z przeszłości . W snach pojawiło się ciepło, piękno, mistyczna radość. Nawet w trudnych chwilach sny dają mi ukojenie. Jakiś wewnętrzny głos szepce, będzie dobrze. Wierzę tym zapewnieniom i pewnie dlatego wszyscy twierdzą, że drzemie we mnie tyle optymizmu.
Sny .... nareszcie zaczynają być pełne światła i niecodziennej wyrazistości. Nie zastanawiam się czy to ma jakieś głębsze wytłumaczenie. Kocham te moje sny pełne jednorożców, wróżek, leśnych stworów i skrzatów, koni , złotych śladów, iskrzących się pyłów... Mówisz, że to dziecinne ? ...i co z tego , uwielbiam tak pięknie śnić.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz