niedziela, 22 maja 2011
Ta moja bezczelna ufność
... Ufff. Przeżyłam i dobrnęłam do końca .Mówię o moich przygotowaniach do spotkania z politykiem .
Zapowiadało się gorąco. Portale wrzały. Ostatni raz tyle wpisów na lokalnym portalu było wtedy, kiedy mówiono o sprawach Jana Pawła II.
Miały być protesty, obrzucanie nie wiadomo czym , a tymczasem wszędzie spokój , cisza.
Miał nikt nie przyjść. Przyszli ...
Niby same pozytywne zaskoczenia , no możne poza tym, że spalił się wzmacniacz, który tak de facto od początku nie chodził najlepiej:trzeszczał i sprzęgał.. Chociaż może się nawet nie spalił. Ten kto wywalił korki twierdził, że ruszał tylko pokrętła, więc generalnie wzmacniacz był uszkodzony.
Znaczy teraz sama nie wiem , czy chytrzy ludzie zwyczajnie chcą wstawić nam lipę?
Może to tylko bezpiecznik i tyle. W poniedziałek sprawdzę.
Ok ... najgorszym naszym wrogiem była ulewa. Jeszcze nie zakończyłam rundy pierwszej, a już oberwała się chmura i z wizyty wśród ludzi wyszło nic. Cóż pogoda nie wybiera.
Potem już sztampa.
Najgoręcej miało być w ostatnim miejscu spotkania, ale i tu okazało się, że szumne zapowiedzi były zwykłym czczym gadaniem .
Polityk przyjechał do nich z chlebem , ludzie o dziwo przyszli. Wszystko się odbyło.
Potem ognisko, rybka i ,,,, z dziką rozkoszą przyłożyłam głowę do poduszki we własnym łóżku.
UFF spoko! ...już wszystko poza mną...
Bezczelnie ufałam do końca, że nic się nie wydarzy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz