poniedziałek, 27 czerwca 2011
jawa i sen
Czasami mam wrażenie , że dopada mnie de javu.. Zacznę może jednak po kolei. Wiele lat temu poznałam przez internet człowieka, który opowiadał mi różne historie. Cóż...rzadko go słuchałam. Włączałam telefon , witałam się a potem on sobie gadał, a ja robiłam swoje. Telefon wrzucony na głośny pozwalał mi kontrolować tok rozmowy i wrzucać od czasu do czasu elementy podtrzymujące jego monologi. W wygłaszaniu ich tak bez endu z pewnością zdobyłby mistrzostwo świata.Może szkoda, że nie ma takiej konkurencji, tacy ludzie mieliby gdzie się wygadać.Z drugiej strony odporne na takie rzeczy jury zarabiać by musiało miliony.Tak czy siak on gadał, a ja robiłam swoje. Nawet nie wiedziałam , że mój mózg potrafi się tak szybko przystosować do zapamiętywania fragmentów rozmów. Po wielu latach zaczynam mieć wrażenie, że ta opowieść zmaterializowała się na moich oczach. Otóż opowieść dotyczyła takiego fragmentu biznesmena , który w drodze do swoich jakichś tam celów zostawił na lodzie swoich kolegów.Było mu przykro z tego powodu, bo to oni nie mogli znaleźć pracy. Miałam wrażenie, że mówi tylko część prawdy. Ostatecznie sam był stosunkowo wysoko i dobrze usytuowanym człowiekiem. Mógł im pomóc, ale .... i to ale pozostawało długo bez odpowiedzi. Dziś jakbym z daleka przyglądała się znów tej historii, a to za sprawa polityka. Szkoda, że sprawa dotyczy li tylko kolegów. Kobiety raczej w takim wypadku nie maja szans.Sen na jawie ?,,,, ja przecież w pierwowzorze nie brałam udziału.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz