sobota, 4 czerwca 2011
Sobota
Niby to taki weekendowy dzień. Tymczasem ja nie mam nawet minuty wolnego. Rano bieg z pieskiem .Obowiązkowy spacerek. Pies dziś choruje na ADHD do kwadratu. Przedpołudniowy upał wcale go nie osłabia. Moja fryzura doprowadza mnie do szału. Włosy są już zbyt długie, żeby tworzyły fajny układ. Najwyższa pora uporządkować myśli. Pobiegłam więc raniutko o 8.00 do fryzjera . Jedna pani miała trzy głowy do zrobienia i niestety była pewna , że zajmie jej to cały dzień, więc poszłam do mojej pani fryzjerki i okazało się, że może mnie przyjąć tuż po południu. Nie pozostało mi nic innego jak sprzątnąć domek . Włożyłam więc ciuchy robocze i walczyłam z kurzem, brudem i śmieciorami. Kiedy zostało mi tylko umycie podłóg zadzwonił telefon i ... wizyta u fryzjera sama się przyspieszyła. Wow... No i mam nowy fryz i nowy kolor. Czerń zastąpił brąz wyglądający na moich włosach jak czerń. Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona. Może i dobrze, że w tym poprzednim zakładzie mnie nie przyjęto, bo eksperymenty bywają kłopotliwe. Odrobiłam już następny spacerek z psem i teraz pora zabrać się za mycie podłóg... Ech, życie mnie nie rozpieszcza, ale tez specjalnie nie przemęcza- szkoda, że kosztuje i to słono....Weeekend ! Może wybiorę się na grilla?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz