wtorek, 14 czerwca 2011
Spodnie jak rajtuzy
Od jakiegoś czasu stałam się pożeraczem sałat. Zaprawiam je ulubiona moja przyprawa tzatziki. Nie zmienia to jednak faktu, że czuje się jak królik. Mimo to na wadze jakiegoś szczególnego ubytku nie widzę. Mój organizm też specjalnie się nie cieszy. Jest jednak i tego stanu pozytyw. Sałatę mogę jeść bez ograniczeń, aczkolwiek robię to najczęściej raz dziennie.
Niestety brak efektów doprowadza mnie do szału. Dla poprawienia sobie humoru poszłam do sklepu z ciuchami. Krótkie spodnie, albo rybaczki przydały by mi się. Od razu wróciłam do domu podbudowana. W spódnice weszłam rozmiar L, bo innego nie mieli, za to w spodnie w XL, tyle tylko, że.... No właśnie zamiast w rybaczkach chodziłabym w pidżamach, albo raczej w rajtuzach. Obciśnięte nogi wyglądały, jak dwa balerony wciśnięte pęcherze. Całe szczęście, że nie wzięłam ze sobą aparatu inaczej zamieściłabym tutaj zdjęcie z podpisem tak wygląda gruba baba i byłoby to obsceniczne zdjęcie ... Ech! chyba spasuje z ta dieta. Bez sensu zupełnie się głodzę... no może powiem łagodniej bez efektu, za to efekt jojo mam na sobie. Dość marudzenia jest jak jest. W kieszeni została mi super stówa , ta która wydałam na ekstra kapanie psa po słynnym tarzaniu się Didi, resztę szczegółów wszystkim daruję . Moja cocker spanielka za to jak modelka , wypachniona, wymyta i wyczesana , to w ramach rekompensaty popatrzcie sobie na nią;)zgrabna szelma!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz