sobota, 25 czerwca 2011
W tych naszych zwykłych układach
Za oknem budzi się świt. Nie taki znowu jak zawsze. To świt weekendowy. Na klatce słychać pobrzękiwanie słojów. Pewnie ktoś robi przetwory. Truskawy na zimę czereśnie i takie tam zamykane w słojach resztki lata.
JA ma inny sposób na życie i ten sposób mi się podoba. Kiedy jest jemy w restauracjach, knajpkach. Chociaż często razem gotujemy. JA jest doskonałym nauczycielem. Biega koło kuchni, kroi, sieka , smakuje , przyprawia i ciągle mi wkłada różne kęsy do ust. Z reguły siedzę pije sok pomarańczowy, majtam nogami na barmańskim krześle i patrze, jak się uwija . Przygotowuje takie dania, których nazw nie potrafię zapamiętać. Dzięki niemu zaczęłam jeść potrawy bardzo pikantne i dorzucać do sałat owoce. JA nie znosi,kiedy się nic nie dzieje i to mnie bawi. Potrafi po takiej bardzo pikantnej kolacji rzucić hasło spadamy na deser i jedziemy na drugi koniec świata na coś szalenie egzotycznego. Uwielbiam takie chwile,ale mu nie powiem.
Moje motto przecież brzmi: życie jest zbyt krótkie , a on jakby wiedział , że nudzę się tak szybko jak zapalam.
Dlatego kiedy dzwonimy do siebie i rozmawiamy zawsze jest przygotowany i taki wesoły... Telefony - dobrze , ze są . Inaczej byłoby okropnie zimno w tych naszych nienormalnie normalnych układach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz