środa, 7 września 2011
Zbyt wiele tych strat,zbyt wiele.
Tyle różnych spraw mam teraz. Ciągle gdzieś biegam. Ciągle coś załatwiam. Passa pogrzebowa nie może mnie opuścić.Tego ostatniego nie mogę przewalczyć. W sobotę byłam na pogrzebie znajomego pilota. Uczył mnie i Adama pilotażu. Wydawało mi sie, że będzie wiecznie na tym niebie fruwał.Był wicemistrzem szybownictwa. Jego korkociągi i beczki robiły na mnie ogromne wrażenie.Taki the beściak przestworzy i nagle wiadomość: nie żyje. Jego samolot Jak-12 wylądował na drodze i stanął w płomieniach. Nic z niego nie zostało. Jeszcze teraz nie moge uwierzyć. Zebrane z ziemi prochy w maleńkiej urnie, dziura w rodzinnym grobie , dziura do której wkładano mistrza.Tysiące kwiatów i wieńców i cisza. Hołd lotników oddanych kadrowiczowi na niebie. Żony lotników nigdy nie wiedza czy mąż wróci. Silne kobiety nie pokazujące ani swojego żalu, ani łez.
Zawsze będę pamiętać jak krzyczał , jak sie pienił. Był choerykiem, a teraz taka pusta cisza. Jedna z tych osób, na które zawsze w trudnych momentach mozna było liczyć. Życzliwy pyskaty uśmiechniety i szukajacy nowych wyzwań. Wielka strata dla polskiego szybownictwa.[*]Dziś fruwa jak zeglarz po niebie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz