sobota, 5 listopada 2011
I nie odmawiaj...
Nie odmawiaj, jak ludzie częstują Cie ze szczerego serca- taka dyrektywę dostałam od mojego znajomego , kiedy byliśmy na wyjeździe. Praktyczne rady ludzi zupełnie nie są kompatybilne z tym, czego uczą nas na uczelniach. Jesteś za drętwy nikt cie nie chce widzieć w swoim otoczeniu, jesteś zbyt luźny nikt nie traktuje Cie poważnie. Znalezienie złotego środka czasem graniczy z cudem.
Kiedy tak żartowalismy sobie na temat odmawiania lub nie, dyskusja podzieliła nas na dwa obozy. Jedni uważali,że odmawiać nie należy, a inni , że trzeba trzymać gardę. Jaś cały czas optował za nieodmawianiem . W dawaniu się zagalopował a nawet rozmarzył. Wrzuciłam go pod zimny prysznic pytaniem : Jaś , a Twoja żona to bardziej nie odmawia czy daje. ...
Kumpel kopnął mnie pod stołem tak, że zawyłam przez zeby. Zapadła kłopotliwa cisza... Na szczęście ktos do nas przyszedł i zrobiło się zamieszanie. Jas poszedł w kierunku toalety, a Baj zaczął mnie opitalać.
Wtedy sie dowiedziałam , że żona Jasia to jednak i rozdawna i nieodmawiająca. Jaś jako rogacz niekoniecznie sobie radzi. W ten oto sposób zrugano mnie za niewinne pytanie i dalej nie wiem czy lepszy ten kto daje czy ten kto nie odmawia. Do tematu mimo wszystko nie mam ochoty powracać. Cały czas mam przed oczami kolege Jasia, co to chyba pierwszy raz w życiu chciał, zeby mu ktos albo dał albo nie odmówił i trafił właśnie na mnie. Ma chłopak pecha....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz