poniedziałek, 14 listopada 2011
Nie mogę, nie da się!
Ciemną noca obudził mnie telefon. Dzwonił JATE. Przepraszał,że dowiedziałam się o imprezie od JO a nie od niego, ale coś mu tam wypadło i wcześniej nie mógł... Tłumaczył się jak mój faktyczny narzeczony.
- JATE ja nie mam w czym iść. Nie planowałam żadnych ekscesów wyjściowych, mam swoje wydatki i nie zmieszczę się w tym miesiącu w budżecie , rozumiesz? Nawet gdybym chciała z iść to muszę powiedzieć nie.
Poza tym może jednak poszedłbyś z JO, albo z kimś innym. Mnie naprawdę męczy ten cały galimatias.
- Widzisz, ale ja chcę iść z tobą, a poza tym JABE nalega- JATE mi na to- nigdy nie nalegał, a teraz nalega.
- Może powiedz mu prawdę, tak będzie i uczciwiej i zdrowiej dla waszych układów.- poradziłam szczerze
-Tyle tylko, że próbowałem ...ale ... On nie przyjmuje do wiadomości i nie chce słyszeć, ze Ciebie nie będzie. Postawił mi nawet ultimatum. Mniejsza z tym. On nie ma zielonego pojęcia, że pierwszy raz w życiu ktoś zwyczajnie mnie nie chce, chociaż ja bardzo chcę...- gdyby nie zawirowania w słuchawce byłabym przekonana, że dzielny JATE płacze z powodu balu na który chce czy nie chce musi przyjść ze mną.
- Przepraszam za obudzenie jutro się odezwę i się rozłączył, tak zwyczajnie się rozłączył.
Co mam powiedzieć, że przykro mi? Nie stać mnie na fanaberie. Ekstra kiecka,bielizna, rajstopki, modne buty, torebka , dodatki, makijaż, perfumy, fryzjer, manicure, pedicure i nie pamiętam co tam jeszcze. Wszystko kosztuje,a mnie niestety z nieba nie nakapie i dotąd nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś coś dał mi za darmo. JATE, nawet jakbym chciała mu pomóc to niestety nie przeskoczę. Cóż trudno. Najwyżej sie obrazi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz