sobota, 19 listopada 2011
Po prostu sobota.
Dzień sprzątania. Porządków, ekstra żarcia i wspólnego biesiadowania. Zawsze najbardziej lubiłam wieczory sobotnie. Wszystko było wyjątkowe, lśniące, po kuchni roznosił się zapach pieczonego ciasta. Przekomarzaliśmy się na temat kolejki do kąpieli. Po mieszkaniu paradowało się w pijamach i szlafroczkach i wymyślnych kapciach. To taka moja sobota z rodzinnego domu. Zawsze czekałam na sobotę, na niedziele mniej. Sobota miała dla mnie wyjątkowy czar.
Sobota singla wprawdzie nie ma takiego uroku, ale ma inne walory. Dużo gadam poprzez internet. Dziś odezwał się do mnie kolega. Zaprosił mnie na spotkanie. Fajnie. Dawno go nie widziałam, a to bardzo szczególny człowiek. Cieszy mnie tez to , że chce mnie poznać ze swoimi znajomymi. Będę ponoć w bardzo dobrym towarzystwie .
Jestem już zmęczona stagnacja, głupawymi przepychankami,dąsami, fochami, ech! Czasem to się zastanawiam czy ktoś w powietrzu nie rozpyla słynnego proszku Fiu Fiu, bo gdyby rozpylał to ja właśnie chciałabym z niego skorzystać i teleportować się. Dlatego spotkanie ze znajomymi dobrze mi zrobi. Nowe twarze, ciekawi ludzie- potrzebuje takich częstych odmian.
Za dwie godziny idę na imprezkę. Nie wiem czemu , ale mam wrażenie, że będzie mordownia. Zimno mi i ...zastanawiam się czy aby nie powinnam zostać w domu. Jeszce o tym pomyślę...w końcu jest sobota.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz