poniedziałek, 14 listopada 2011
Rozbita jak szkło
Zupełnie nie wiem co się ze mną dzieje. Nie dość , ze jestem rozkojarzona to jeszcze dziwnie rozbita. Nie będę marudzić, bo przecież mogłabym: boli mnie gardło, mam katar, w ogóle do bani, do chrzanu. Toksykologia taka mogłaby mnie pożreć. Wiem, że w jednym momencie zostałam zostawiona samej sobie. Trochę mi smutno z tego powodu, ale rozpaczać nie będę.
Czegoś mi jednak brak. Przytulam się do poduchy, zawijam w kołdrę, wtłaczam w siebie hektolitry ziołowych herbat i tony gripeksów. Sprawdziłam ile kosztować mnie będą badania standardowe, itd... no i muszę jeszcze okulistę zaliczyć i kontakty uaktualnić. W najbliższym czasie nie zanosi się na salonowe bywanie. Raczej na leżenie w domu. Ech! i za co mnie spotkała ta choroba. Nie znoszę być chora, nie lubię, kiedy nie panuję nad własnym ciałem. Taka jestem bezradna jak dziecko. Gdyby nie konieczność wyjścia z Didi na spacer spała bym przez cały dzień. Wczoraj ja przypadkiem chciałam zabrać podwójne uszczelki dziś w tym samym sueprmarkecie chciano, abym za jabłko zapłaciła cztery razy tyle co jego koszt. ogólnie rzecz biorąc za jedno słownie jedno jabłko miałam zapłacić tyle co za kilogram jabłek w promocji. Dzięki tym zdarzeniom od wczoraj jak nie ja przepraszam to mnie przepraszają...Czasem się zastanawiam czy ja w jakimś filmie nie gram, bo innym się takie rzeczy nie przydarzają. Kurcze, a może się i zdarzają tylko tak nie tragizują jak ja... Ech! Poniedziałek... dobrze, ze się skończył.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz