piątek, 25 listopada 2011
słowa, które leczą
Jeśli miałam wątpliwości to już ich nie mam. Mam jasność , co się stać może.Wystarczy czasem normalne szczere spotkanie. Płacz kogoś, kto ma depresję. Oświecenie przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy masz jeszcze nadzieję.
Padł telefon i tak naprawdę na tym starym rzęchu, jeszcze gorszym niż mój nie mogłam w ogóle pracować . Słyszałam tylko wielkie buczenie. W końcu nie było rady należało farsę przerwać. Słysząc w telefonie tylko coś co sygnalizowało, ze zaraz wybuchnie było trudno prowadzić rozmowę.Na koniec się rozładował i padł. Włączyć się nie dał. Raptem pracowałam na mim 15 minut. Innego wolnego nie było. Zmarnowany czas. Telefonowanie zamieniłam więc na ćwiczenia , no i te zajęcia dużo nam dały. Wśród niezrozumiałych szlochów koleżanki, gdzie jedyny prawdziwy argument to był taki, że traci wszystko usłyszałam bardzo, ale to bardzo ,motywujący tekst.
Starasz się i widzisz, że gówno z tego jest. Nawet jeśli się ktoś umówił to spotkanie spada, a liczyłaś na dobry początek.
W ten sposób pokazano mi, że moje zabiegi to fikcja. Mam teraz motywacje jak nikt. Gdybym jednak nie była pewna jak to jest dziś dostałam powtórkę z wczorajszych zajęć.
Zadzwoniła kobieta. Głos inny niż ten ,z którym rozmawiałam i odwołała spotkanie, bo mąż się nie zgadza. Myślałam, że może inny termin by sobie życzyła, bo w końcu termin wyznaczała sama, ale mąż się nie zgadza. Pewnie, gdyby było tu bliżej chciałabym umówić się w terminie, kiedy mąż będzie, ale przecież Studniarz mówił nic na siłę.
-Ok! przełknęłam tą łyżkę dziegciu. Trudno . Gorsze zadanie było jednak przede mną .Chyba w tym całym zamieszaniu najtrudniejszy jest dla mnie kontakt z T. Doskonale wiem, że gość wszystkim bawi się jak kot myszą .W końcu, dobrze typ ten znam. Nie wiem co mnie bardziej korci to, żeby sprawdzić reakcję, czy to kiedy patrzę na metodologię jego sprawdzeń. Mogę się gotować, mogę się wściekać , ale jedno muszę przyznać pilnuje się i to okrutnie. W dodatku zawsze na koniec wbija szpilkę... Wredota. Okres płaczu i rozpamiętywania mam za sobą dzięki mojemu eks- mężowi. Teraz co najwyżej mogę z tych emocji p***ć na zawał. Na szczęście nie ma kto po mnie płakać. I dobrze.
Z takim oto nastawieniem zaczynam nowy etap w życiu. Może być gorzej?
Cholera chyba już nie. Mogę tylko jeszcze zejść, ale po śmierci to już mnie przecież i tak nic nie będzie wzruszać. Tumiwisizm wzrastający mnie ogarnia.
Kiedyś się zastanawiałam dlaczego świat mediów składa się z samych złych i jeszcze gorszych wiadomości- teraz wiem - tacy jesteśmy. Przyjdzie czas na pozytyw?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz