poniedziałek, 26 grudnia 2011
i po świętach
26 grudnia. ostatni dzień...Uff..jak miło , że święta zechciały sobie pójść. Inaczej fotel przyrósł by mi do czterech liter...Wrażeń za to prawie żadnych. Co najwyżej opowieści, które ponoć miały miejsce, jak wynika z przytaczanych dat z moim udziałem , aczkolwiek zupełnie nic nie wiem na ten temat. Muszę chyba kupić coś na pamięć. Oznak sklerozy nie mam , ale ,,,,,,,,,,, jak słucham to stwierdzam , że mam i to jeszcze jak posuniętą.Wiem jednak, że nie należy się mimo wszystko aż tak tym przejmować. Twardo stoję na ziemi i nie dam się wrobić . Jedno jest pewne, ktoś usiłuje coś badać? ... a ja nie wierzyłam kuzynkom mówiącym mi , że na tej ulicy najlepszym medykiem jest zaopatrzeniowiec kuchni w jednym ze szpitali. O świętach oczywiście jeszcze napiszę. Póki co delektuje się faktem, że ich juz nie ma ,,,, Jak miło, że były tak uprzejme i sobie zniknęły już z kalendarza, a kolejne są za cztery dni, pół roku i w ogóle nie jutro :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz