piątek, 2 grudnia 2011
Nie ma zmiłuj
Z takim nastawieniem pomaszerowałam do swoich zajęć. W komórce żelazna rezerwa kontaktów i do roboty. Po drodze udało mi się w końcu dodzwonić do kolegi. Mam do niego osobisty interes. 30 minut przy filiżance kawy powinno załatwić ten problem,albo zupełnie wrzucę go do lamusa.
W głowie pełno szumu. Zarwana noc koło południa daje o sobie znać. cóż ,,, nic na to nie poradzę. Sama chciałam, więc nie ma co się nad sobą rozczulać.Perfekcyjnie wykonałam plan. Na koniec dostałam burę. Ktoś zupełnie nie wie jakie prawa obowiązują, kiedy wchodzi się na prywatną cudzą stronę na portalach społecznościowych. Powodem - jakiś stary album sprzed dwóch miesięcy, o którym zupełnie zapomniałam. Fakt kilku znajomych ujętych w kadrze było bardzo zadowolonych. Docenili ich znajomi, którzy widzieli zdjęcia. Pewnie o całej sprawie bym nawet nie wiedziała, bo dla mnie to staroć sprzed dwóch miesięcy , gdyby nie przesadna reakcja H. Własnie dziś dowiedziałam się jacy to ludzie są zbulwersowani. Pytanie czym?....Uznałam jednak, że nie warto się przejmować bzdetami. Album przeniosłam w inne miejsce i tyle. Ludzie zwyczajnie czasem powinni tak sobie dla psychicznego zdrowia parę cegłówek łbem wywalić, kiedy czepiają się głupot.Zresztą co tam , to wszystko już poza mną.
JATE skwitował całą sytuację jednym słowem : chore. Ja bym dał premię...JATE w ogóle dziś przeszedł samego siebie. Wpadł o 18.00 a rozstaliśmy się cztery godziny później. Świetnie nam się gadało o niczem:)))Moze nie zupełnie...ale o tym innym razem, bo dziś zwyczajnie oczy kleja mi sie same , atu dopiero początek wekendu...prześpię?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz