czwartek, 1 grudnia 2011
nocny maraton.
Lubię nocne spotkania. Te w których uczestniczę są kształcące. Pomiędzy makijażem a toaletą zainteresowałam kolegę drużyną kolegi.Może się dogadają już poza mną, bo ja jakoś bez zalu opuściłam grono osób, na które liczyć nigdy nie mogłam i nie chcę tam wracać. Kiedy dochodziłam do rzęs, a było już po 22.00 zadzwonił telefon. Akurat miałam zbiegać na dół. BO, Szala i MC czekali pod domem w samochodzie Barego. Mieli mi trochę za złe kilkuminutowe opóźnienie, bo Bary kazał im się ścisnąć jak sardynki na tylnym siedzeniu. Bezceremonialnie zajęłam miejsce , które było wolne. Na szczęście droga była prawie pusta,to Bary jechał zdrowo i zdążyliśmy w granicach przyzwoitości. Wszyscy byli już w niezłych humorkach , to wejście mieliśmy zacne. Ważne jest, że zdążyliśmy przed północą. Atmosfera fenomenalna. Taki spokój pomieszany z gwarem rozmów. Tematy gabarytowo ciężkie, omawiane z takim wdziękiem i lekkością, jakby nic nie ważyły. Ku mojemu zaskoczeniu spotkałam znajomego. Nie wiedziałam , ze należy do klubu snoba. Dzięki niemu poznałam też jedną z największych szarych eminencji. Niesamowity człowiek . Zawsze chciałam go poznać i nigdy nie było okazji aż do wczoraj. Rozmowa przeszła moje najśmielsze oczekiwania.Po raz pierwszy zdarzyło mi się, że zostałam chyba dokumentnie oczarowana. Gadaliśmy prawie dwie godziny. Niestety takie chwile mają to do siebie, że się szybko kończą, bo przed świtem wszyscy muszą do swoich zajęć, ja też. Jest 5 rano. Jestem jeszcze pod wrażeniem i dziś najprawdopodobniej nie zmrużę oka. Przynajmniej koniec dnia miałam fantastyczny, bo wszystko inne niestety było do .... ale o tym opowiem innym razem. Nie będę sobie psoć humoru i nastroju i tego czaru rozmowy z wyjatkowymi ludźmi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz