Małymi kroczkami... Wszystko już zrobione? Skąd! Wczoraj zadzwoniła mama . Gotowała akurat bigos.Miała pytanie czy robić go z grzybami czy bez. Wprawdzie miałyśmy go gotować w moim domu, ale w końcu zmieniła zdanie. Bigos ugotowała u siebie. Miała też przyjechać we czwartek. w rezultacie nie wiadomo czy przyjedzie i kiedy przyjedzie. Ok... nic nie wyprowadzi mnie z równowagi. Jakby co, mantra na lustrze napisana . Dziś kończę te wszystkie duperszwance, performance.
Jutro ... właśnie, jutro w planie miałam odbiór mamy , ale nie wiadomo czy dojedzie i kiedy dojedzie i czy w ogóle nie zmieni planów. Czasem się jej to zdarza i zdążyłam się już przyzwyczaić, że liczyć muszę zawsze na siebie. Co by się nie działo przetrwam. Chyba, żebym jednak nie przetrwała. Cóż wtedy to już nie będzie moim zmartwieniem. Do tego jeszcze, jak na ironie losu po głowie jeżdżą mi kłady i trąbią. Co ja komu zrobiłam, że siła złego na jednego?.. Przeżyje, bo zawsze przeżywam i jest OK.... Ostatni raz !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz