Strony

www.jooble.org

poniedziałek, 27 lutego 2012

Śledzie

Powinnam powiedzieć, że uwielbiam. Szczególnie Uliki. Rzadko mam okazję je jeść, bo te kupowane w podhalańskich sklepach prawdziwe Uliki widziały na wystawie. Ostatni raz jadłam takie w domu. Mój tato specjalizował się w doborze ryb . Potem zdarzało mi się jadać śledzie różnej maści, ale tych Ulików z dzieciństwa nigdy i nigdzie spotkać nie mogłam , aż do ostatniego piątku. Byłam w pięknej stylowej restauracji. Niby knajpa dla VIP, a mimo to nie grzeszy przepychem. Mnóstwo luster, solidne stoły, zgrabne krzesła. Taka prostota połączona z funkcjonalnością. "Lech Aleksander "o menu tej knajpy wie chyba wszystko. Szczerze powiedziawszy ma niezły gust. Wszystkie pyszności nie robiły na mnie jednak wrażenia do chwili, kiedy podano półmisek śledzi... Tak pyszne ostatni raz jadłam wiele lat temu. Zapachniało rodzinnym domem , smakowało jak u taty i mamy. Odpuściłam kelnerowi nawet fakt, że zapomniał o sałacie dla mnie. Uliki lekko skropione octem balsamicznym wymieszane z oliwą i posypane wy-piórkowaną czerwoną cebulą wymieszana z czerwonym jabłkiem, z posmakiem wina .... wow... chyba zjadłam ich na następne życie i postanowiłam przy kolejnej okazji poszukać Ulików w warszawskich sklepach. Kurcze tych w stolicy zdecydowanie lepiej odżywiają:)... no przynajmniej gatunkowo i jakościowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz