Poranki teraz są już stosunkowo chłodne, a dziś wyjątkowo deszcz wisiał w powietrzu. Chodzimy od drzewka do drzewka , "szpekamy" - znaczy Di szaleje ja rzucam szyszki i tak przy okazji patrzę pod drzewami. Trzy godziny później mam naręcze grzybów. Nic wielkiego kilka sitarzy, podgrzybki, kozaki i kurki. Grzyby nie mieszczą mi się w wolnej ręce i kieszenie kurtki zapchane mam kurkami.
Spotkana przypadkiem kobieta podarowuje mi reklamówkę. Pakuję grzyby. Dziś w planie mam jeszcze poszukanie miejsca, gdzie wolno zbierać żurawinę. W końcu muszę się do tego przymierzyć. Idę więc na drugi koniec lasu i do tej reklamówki z grzybami dorzucam sporo Sośnierzy, sitarzy i kozaków. W końcu znajduję osławione miejsce, gdzie lufa leśniczego nie sięga. Mokradła tuż pod samą kopułą. Żurawina głęboko schowana i jakaś taka rwąca się a nie długa. W zasadzie nawet nie chce mi się schylać. Reklamówka pełna grzybów, a nic też innego nie mam to i zbierać nie mam do czego. W lesie spotykam kolejną kobietę. Chwilę rozmawiamy. Pokazuje mi jak szukać żurawiny i w efekcie dostaję drugą reklamówkę. Skoro już tu jestem to chcę żurawiny nazbierać tak niewiele ze słoiczek, no góra litr. Pojęcia nie mam która jest godzina, ani jak długo zbieram. W końcu na oko oceniam, że mi na dziś wystarczy i zamierzony litr mam . W domu się okazuje, że zebrałam 2 litry żurawiny. Teraz włożę ją jeszcze pod pierzynę , żeby doszła , a potem zrobię z gruszkami., a może z jabłkiem? .. mmmm ...mniam:)... na samą myśl ślinka mi cieknie.
W domu niestety padam na dziób. Ośmiogodzinne łażenie po leśnych wertepach wyczerpało mnie prawie zupełnie . O 18-tej jem śniadanie , obiad i kolację.Dziś placki ziemniaczane z sosem grzybowym i kostką schabową... pycha... Nawet nie wiem kiedy zasnęłam . Obudziłam się dopiero teraz.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz