Spacerowałam dziś po lesie. Dzień mglisty, ponury a w lesie taka cisza. Patrzyłam chciwie w błękit nieba uśmiechający się nade mną ... Z krzaków zbierałam ostatnie jagody, które przycupnęły tam gdzieś na krzaku. Wdychałam czar nieziemskiego powietrza. Patrzyłam na pajęczyny babiego lata przyczajone pomiędzy kępami mchu. Trzask gałęzi gdzieś tam niosło echo. raz po raz rzucałam Di szyszkę ... zasłuchałam sie w ptasie trele . zapatrzyłam w uciekająca pomiędzy drzewami sarnę , otrzeźwiło mnie krakanie wrony..... Patrzyłam na wyschnięte koryta borowin... Nawet nie wiem kiedy znalazłam się prawie w sercu tego pustkowia, na krok przed kopułą. Wielkie kępy traw przyżółciły swe brody, korzenie bardziej niż zwykle czuc było na drogach. Usiadłam na zwalonym drzewie. Głaskałam ręka opieńki miodowe.... jak i kiedy wróciłam na leśny dukt tez nie wiem... zasłuchana , zapatrzona ..... tak po ludzku tęsknię, zwyczajnie tęsknię ....bardzo tęsknię ....i nagle zobaczyłam jesień.... złoto żółte liście klonu wirowały przede mną .... Tak jakby czas sie zatrzymał.... tyle, że po tych cudnych dywanach dziś tylko ja szeleszczę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz