Strony

www.jooble.org

czwartek, 25 października 2012

pijaczek drobny, tu cie mam

Nie wiem dlaczego mam przeżywać historie kolegi, którego wywalano z pracy za alkoholizm. Nie chce mi się zwyczajnie . Pijak to pijak ... niby dlaczego za degenerata i dewianta mnie się ma obrywać. Po prostu można zwymiotować jak się zna te historie ...

tak swoją droga jak dobrze, ze ja nie muszę znosić w swoim otoczeniu pijaków, wykolejeńców i innych takich. Nic mnie nie zmusi...a niby dlaczego odpady mają mnie fascynować?

 Świat widziany trzeźwymi oczyma jest zwyczajnie piękny. Nie to, że jestem purytańska. Zdarza mi się wypić  butelkę doskonałego szampana( i nie mam tu na myśli wina musującego,),kieliszek dobrego wina , lampkę koniaku( nie znoszę brandy) , czy odrobinę innego trunku.

 Czy żałuję, ze nie wiem co to kac, albo że się nie upiłam. Nie ! Jak widzę czasem człowieka, który bardziej przypomina kopytne to zastanawiam się po cholerę taka kreatura żyje....

 Lubię za to oryginalne kształty. Kupiłam sobie butelkę , a raczej piłkę pełna alkoholu , którego nigdy nie spróbowałam, albo wieżę rodem z Paryża pełną likieru- ten świetnie pasował do kremu o i miałam krokodyla wypełnionego jakimś regionalnym specyfikiem a Australii  , itd... Krokodyl był zielony. Niby nic nadzwyczajnego, no poza tym, że jako butelka był bez korkowy.  Mnie osobiście to w ogóle nie przeszkadzało. Hodowałam go w barku nie dla zawartości, a dla oryginalnego kształtu. Kiedyś pochwaliłam się moja oryginalna zdobyczą . Znajomi oglądali go i oglądali no i orzekli, że jak świnkę skarbonkę trzeba by go rozbić. Krokodyla schowałam od razu... Tez mi pomysł... Sprawa jednak nie dawała mi spokoju. Przecież to faktycznie zastanawiające. Jak tu się dobrać do krokodyla kiedy on jest taki w całości. Obmacałam butelce cal każdy. Nic.... odkładałam na miejsce. Badałam go chyba z miesiąc. Ciekawość była silniejsza niż wszystko. W końcu przy dotykaniu oczodołów okazało się , ze krokodyl płacze. Wiadomością podzieliłam się natychmiast ... Znajomi zaczęli wpadać do mnie na łezkę. Faktycznie to łezka była. W ten oto sposób butelka się opróżniła Kiedy towarzystwo wychyliło ostatnią łezkę wtedy ktoś chwycił za pyszczor i nagle się okazało, że pyszczor był całą zakrętkę nasadzona, jak korek w butelce perfum ...Ech ! wynalazki... Dziś po butelce został tylko zwyczaj umawiania się w naszym gronie na łezkę. Łezki mojego krokodyla okazały się ostatecznie rumem i to całkiem niezłym rumem.
Historia tylko potwierdza, ze niewiele wiem o butelkach i alkoholu. kupować jednak oryginalnych butelek nie mam zamiaru zaprzestać.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz