Nie głupi powiedział,że wszędzie jest dobrze gdzie nas nie ma, a najlepiej jest w domu.Kilka dni poza domem i ..nawet pies się odzwyczaił.
Trudno się wraca do miejsc , które opuszcza się bez żalu. ... Qurna ,musiałam się zupełnie zmienić. Moja prywatna matka w ogóle mnie nie poznała.
- Pani pewnie do Frredo?.. Frredo jest w sklepie- usłyszałam na powitanie. Nie zareagowałam i śmiało przemierzałam pokój, w którym bawiłam się razem z siostrami...
Mama pomyślała, ze nie słyszę i powtórzyła mi tekst raz jeszcze tylko głośniej.... Byłam pewna, że z powodu gorączki majaczy... chwilę trwało zanim zobaczyła we mnie swoją córkę...
Fantastyczne powitanie!. Na jeden dzień wystarczyło mi wrażeń.
Decyzję o podróży podjęłam tego samego dnia, kiedy w telefonie usłyszałam dramatycznie załamujący się głos mamy. Potem podróż. Usilne uspakajanie DI, która jechała ze nną.... Jakieś 250 km na liczniku + dodatkowe 10 dojazdu . Przed 14.00 z pewnością stanęłam w progu rodzinnego domu. Szybko przekroczyłam ganek, hol, kuchnię i salon. Mama spała na wersalce przykryta piernatami po czubek nosa...nie poznała mnie...Dobrze,że mam dystans do życia. Inaczej przyszło by mi się głośno rozpłakać.Sama nie wiedziałam, czy mam zostać czy wyjść. Teraz siedzę w swoim domu. Próbuję zebrać myśli . Jeszcze nie doszłam do siebie po podróży. Wszystko się we mnie kłębi. Sama nie wiem czemu jestem zmęczona tak potwornie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz