Rano wydawało się, ze będzie znośnie, ale teraz choć oko wykol. Jedyna pociecha to taka, że ogromna wilgotność ma pozytywny wpływ na cerę.Fakt ten chyba najbardziej czuje moja cocker spanielica. Tylko spacery jej w głowie.... Pięknie wygląda wśród tej mgły mój Bór na Czerwonym.... Zupełnie jak wstęp do niesamowitej bajki owianej tajemnicą , magią i przecudnymi stworami. Nawet z platformy widokowej widać nie więcej niż na odległość 50 m....Di biega zachwycona. Niucha tym swoim małym czarnym noskiem kępy mchów, które o tej porze wyglądają jak wielkie czapy . Zwinnie przeskakuje przez łany jagodników, których gałązki z powodu wiosennych temperatur znów się zasieleniły.
Z impetem wpada do obecnych tu jarów. Zgrabnie chwyta w powietrzu rzucane jej szyszki. Popiskuje, merda tym swoim uciętym ogonkiem... Mijamy drzewa, czasem między nimi mignie nam koziołek, albo sarenka. Dziś na kopule podglądałyśmy koziołka. Umajony zimową szara szata migał nam to tu to tam tym swoim zabawnie białym zadem. Był bliko, w koło mgła, a on tak jakby czekał na nas. Kiedy cmokałam , albo chrząkałam oglądał się na wszystkie strony, ale raczej bez lęku. Chciałam mu nawet zrobić zdjęcie, ale to co widoczne było dla moich oczu nie udało się złapać aparatowi. Mam chyba jednak lepszą ostrość na dystans.
Pozytyw jest taki, że w alejkach spacerowych niewiele osób, a te które się spotyka mają w sobie wielki optymizm. Taki fajny klimat panuje . Uśmiechamy się do siebie , pozdrawiamy się wzajemnie, kłaniamy się sobie, rozmawiamy o rzeczach ważnych i bzdetnych z takim niesamowitym ferworem i uśmiechem z zaangażowaniem i dystansem do życia. Kiedy opuszczam ten rewir nagle widzę blokowe termitiery pełne anonimowych ludzi, ciągnące główna arterią komunikacyjną miasta sznury samochodów pełne bezimiennych ludzi...a a nieba leje się mleko....czyżby święta się zbliżały?...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz