Chyba złapałam chandrę....na osłodę zrobiłam konfiturę... pyszna ..masełko chlebek i jeszce gorący mus....
Wcinam gorącą słodycz , a przed oczyma mam zieloność lasu. Oglądam moje długie , wypolerowane paznokcie i odpoczywam.... Zza okna do mieszkania wlewa sie poświata czerwonych ulicznych świateł ze stojącego komina : najwyższy burdel w okolicy - tak zwykł mówić o nim mój prztjaciel z dawnych lat.
Pół dnia chodziłam po leśnych wertepach. Chciałam zebrać myśli. Z dala od wszystkich , daleko od czyjegokolwiek spojrzenia. Nie było mi dane. ... Taki spokój emanuje w lesie z każdego źdźbła trawy.
Świergot ptaków , śłady zwierząt wybite w podmokłym gruncie.
Szłam sobie bez celu .Podnosiłam z ziemi szyszki i patyki i rzucałam bawiącej się Di. Spacer przerwał nam jakiś psiak, który jak raz zwąchał u Di żeńskie feromony i było po zabawie.
Do końca spaceru robiłam za środek antykoncepcyjny. Głupio tak, kiedy człowiek idzie tam gdzie kończy się ogon jednego psa a zaczyna pyszczor psa drugiego.
Na koniec znalazłam sześć sitarzy i garść pieprzników...Tak pod nogami mi wyrosły w najmniej oczekiwany momencie...
Przywlokłam do domu zrobiłam na patelni. Malutko, ale pachnie grzybami w całym domu.
Gdzieś tam pewnie jest moje miejsce, ale z pewnością nie tutaj...Gdzieś tam....Trzy kropki, trzy powody i zapach rosy w nosie ...gdzieś tam i to gdzieś tam tyle niesie nadziei.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz