Raz wcześniej raz później, ale jednak niezmiennie od prawie tygodnia dmucham na cały świat bladym świtem. Kiedy już wkradła się rutyna w ten mój poranny rytuał i zaczynałam się nudzić natura w swej dobroci sama uatrakcyjnia mi monotonie zajęć.
Dziś już nawet nie dyszenie i dmuchanie było największym problemem, ale ... guma w leginsach. To wszystko wtedy, kiedy myślałam, czy aby jakiejś innowacji nie wprowadzić . Wówczas poczułam , ze moje leginsy jakoś tak zsuwają mi się niebezpiecznie . Co robić?
Środek pola ,przede mną tylko łąki rzeka i most , a wyżej las . Dokładnie w połowie drogi do domu .... Sumienie nie pozwalało mi wrócić do domu bez przebiegnięcia mojego minimum. A plan ???
Burzyło się we mnie wszystko, kiedy trzymałam opadające gacie w garści. Leginsy elastyczne , więc zwyczajnie zawiązałam je na pęk i tak oto w gaciach na pęk przebiegłam minimum do mostu , most , wbiegłam na górę , a nawet leśnym duktem pobiegałam , a potem z powrotem biegłam truchtając i biegłam , jakby tą pękniętą gumę, czy zawiązany pęk było widać i dobiegłam w tym rytmie do domu , zdyszana i sterana, łapiąc oddech jak ryba w kałuży , by wziąć lodowaty prysznic i wyrównać wszystkie niedomogi ...
I wrzuciłam internet, a tam zdjęcie Janusza Palikota , jak dmucha tyle , ze w Krośnie - no i znów się śmieję - co za dziwny zbieg okoliczności, żeby nie powiedzieć , ze losowa ironia. Mam tylko nadzieję , ze ten Palikot coś zgrabnego wydmuchał w tym Krośnie ...
Nadal czuję się dziwnie nadmuchana( ale to raczej nie jest - mam nadzieję -nikogo zasługa) Wredne uczucie.
Na pocieszenie zabrałam się za internetowe poszukiwanie spodni. Byłam święcie przekonana, ze na takie wzdęte jak ja dzisiaj kolumbryny to nic nie ma .... no i ..

Obmierzywszy się solidnie przesunęłam suwak tak jak wymierzyłam. Internet policzył i okazuje się , ze mam rozmiar 28/32( 34)... To mniej o rozmiar od ostatniego usilnego mierzenia, co miało miejsce chyba w niepamiętnych czasach . Sorry w tej sytuacji chyba wezmę dodatkowy zimny prysznic, żeby gorąca krew niewiary mnie nie zalewała, albo ostatecznie, żeby mnie nie daj Bóg coś nie wydymało czy wydmuchało czy jakoś tak
Dziś już nawet nie dyszenie i dmuchanie było największym problemem, ale ... guma w leginsach. To wszystko wtedy, kiedy myślałam, czy aby jakiejś innowacji nie wprowadzić . Wówczas poczułam , ze moje leginsy jakoś tak zsuwają mi się niebezpiecznie . Co robić?
Środek pola ,przede mną tylko łąki rzeka i most , a wyżej las . Dokładnie w połowie drogi do domu .... Sumienie nie pozwalało mi wrócić do domu bez przebiegnięcia mojego minimum. A plan ???
Burzyło się we mnie wszystko, kiedy trzymałam opadające gacie w garści. Leginsy elastyczne , więc zwyczajnie zawiązałam je na pęk i tak oto w gaciach na pęk przebiegłam minimum do mostu , most , wbiegłam na górę , a nawet leśnym duktem pobiegałam , a potem z powrotem biegłam truchtając i biegłam , jakby tą pękniętą gumę, czy zawiązany pęk było widać i dobiegłam w tym rytmie do domu , zdyszana i sterana, łapiąc oddech jak ryba w kałuży , by wziąć lodowaty prysznic i wyrównać wszystkie niedomogi ...
Nadal czuję się dziwnie nadmuchana( ale to raczej nie jest - mam nadzieję -nikogo zasługa) Wredne uczucie.
Na pocieszenie zabrałam się za internetowe poszukiwanie spodni. Byłam święcie przekonana, ze na takie wzdęte jak ja dzisiaj kolumbryny to nic nie ma .... no i ..
Obmierzywszy się solidnie przesunęłam suwak tak jak wymierzyłam. Internet policzył i okazuje się , ze mam rozmiar 28/32( 34)... To mniej o rozmiar od ostatniego usilnego mierzenia, co miało miejsce chyba w niepamiętnych czasach . Sorry w tej sytuacji chyba wezmę dodatkowy zimny prysznic, żeby gorąca krew niewiary mnie nie zalewała, albo ostatecznie, żeby mnie nie daj Bóg coś nie wydymało czy wydmuchało czy jakoś tak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz