Nareszcie koniec- z takim westchnieniem obudziłam się dziś rano. W życiu nie byłam tak szczęśliwa z powodu końca świąt., Oczywiście ,jak większość ludzi kupiłam mnóstwo rzeczy na zapas i teraz wcale nie mam ochoty ruszać do sklepu- no chyba żeby po herbatę :)-
Na domiar złego mam jeszcze mnóstwo sałatek.
Okazuje się , że sałata jarzynowa z dwóch marchewk , jajka , dwóch pieruszek , ogórków, jabłka , pół puszki groszku i bez ziemniaków to zdecydowanie dla mnie za dużo. Zostało mi 0,5 l w słoiczku.
Ten nadmiar zakupów cieszy i to z pewnoscią moją Di, która w świeta zjada to , czego ja jeść albo nie mogę, albo nie zdążyłam.
Zdobyła więc święconą babkę drożdżową i pisakową w polewie wiśniowej . Piszę zdobyła, bo wykorzystała chwilę mojego roztargnienia i wpałaszowała na moich oczach . No przecież z psem się nie będę bić o jedzenie :)
Z Di na pół zjadłyśmy też świąteczny żurek. Pies to świetny wynalazek na odchudzanie. Nawet suchy chleb zajada ze mną na pół.
Przyznać więc muszę, ze nie dotknęłam żadnego ciasta , ani żadnego mięsnego kotleta. Dwie piersi z kurczaka , ważące coś koło 80 dag i 60 dag skrzydełek zamarynowane czekają na swój czas. Zwyczajnie nie miałam miejsca, zeby zjeść normalny tzw. niedzielny obiad.Żurek z kiełbasą to dla mnie aż nadto mięsiwa i na drugie danie z przyjemnoscią zjadałam w świeta sałatki z sosem vinegrette, francuskim czy staropolskim. Dzięki temu uczucie przejedzenia jest mi zwyczajnie obce i to mnie cieszy.
Pozytywy na dziś: wstałam lekka jak piórko, mam dobry humor, zwichrowaną łazienkę , wywalone pół domu z prądu i nogę na temblaku ... no dobra z tą nogą to był żart, ale opaska uciskowa pomaga mi pokonać ból i już całkiem nieźle sobie radzę . Teraz idę oglądać jak śnieg topnieje , bo przecież siedzenie bez sensu służy tylko hodowaniu hemoroidów .,..
Na domiar złego mam jeszcze mnóstwo sałatek.
Okazuje się , że sałata jarzynowa z dwóch marchewk , jajka , dwóch pieruszek , ogórków, jabłka , pół puszki groszku i bez ziemniaków to zdecydowanie dla mnie za dużo. Zostało mi 0,5 l w słoiczku.
Ten nadmiar zakupów cieszy i to z pewnoscią moją Di, która w świeta zjada to , czego ja jeść albo nie mogę, albo nie zdążyłam.
Zdobyła więc święconą babkę drożdżową i pisakową w polewie wiśniowej . Piszę zdobyła, bo wykorzystała chwilę mojego roztargnienia i wpałaszowała na moich oczach . No przecież z psem się nie będę bić o jedzenie :)
Z Di na pół zjadłyśmy też świąteczny żurek. Pies to świetny wynalazek na odchudzanie. Nawet suchy chleb zajada ze mną na pół.
Przyznać więc muszę, ze nie dotknęłam żadnego ciasta , ani żadnego mięsnego kotleta. Dwie piersi z kurczaka , ważące coś koło 80 dag i 60 dag skrzydełek zamarynowane czekają na swój czas. Zwyczajnie nie miałam miejsca, zeby zjeść normalny tzw. niedzielny obiad.Żurek z kiełbasą to dla mnie aż nadto mięsiwa i na drugie danie z przyjemnoscią zjadałam w świeta sałatki z sosem vinegrette, francuskim czy staropolskim. Dzięki temu uczucie przejedzenia jest mi zwyczajnie obce i to mnie cieszy.
Pozytywy na dziś: wstałam lekka jak piórko, mam dobry humor, zwichrowaną łazienkę , wywalone pół domu z prądu i nogę na temblaku ... no dobra z tą nogą to był żart, ale opaska uciskowa pomaga mi pokonać ból i już całkiem nieźle sobie radzę . Teraz idę oglądać jak śnieg topnieje , bo przecież siedzenie bez sensu służy tylko hodowaniu hemoroidów .,..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz