niedziela, 29 maja 2011
codzienność
Sobotnie porządki maja dla mnie taki małomiasteczkowy charakter. Pachną nawet znajomo rodzinnym domem . Dziecięce lata. Najpiękniejszy czas. Najbardziej napięty. Takie czekanie kiedy w końcu będę żyć jak chcę.
Czy żałuję swoich decyzji ? Nigdy. Nie płaczę nad rozlanym mlekiem, co najwyżej pochlipuje nad zmarnowanym czasem. Nigdy nie poddaje się i nie pozwalam narzucać sobie zdanie. Czasem jednak dopada mnie melancholia . Takie tam wspominki z lat gdy dziecięciem będąc patrzyłam szeroko otwartymi oczyma na świat.
Sobota kojarzyła mi się zawsze ze sprzątaniem. Rano był już ruch , bo nikt w domu nie znosił takowych czynności. Wszyscy natychmiast mięli ważniejsze rzeczy do zrobienia. Matka klęła na czym świat stał, ojciec uciekała gdzie pieprze rośnie, a ja znikałam z oczu. Cóż , na placu boju zostawał ten kto nie zdążył . Tak koło 17-tej wojna domowa pod tytułem sprzątnie była zakończona. Mama siedziała przy stole z wydętymi wargami. Wściekła na cały świat, bo sprzątanie i gotowanie to była jej pięta Achillesowa. Wiadomo było, że czyściutki dom w końcu wprawi ja w dobry nastrój, a kiedy pójdzie się kapać to w ogóle zapomni o dzisiejszych rewoltach . Toteż sobotnie sprzątanie kojarzy mi się z wałkami na które mama podśpiewując zawijała włosy. Zawsze bawiły mnie takie zabiegi. Ja chłopczyca z długimi włosami, co najwyżej spinałam włosy gumka w tzw koński ogon i przeczesywałam grzywkę od niechcenia . Raz jeden miałam wielkie loki na głowie. To z okazji mojej pierwszej komunii upięto mi koka z francuskimi lokami sięgającymi do pasa ...Ech, przez tydzień po tym lakierze później myłam głowę, żeby moje włosy znów stały się lekkie i nieokiełznane.
Dziś nie wiem dlaczego moje mieszkanie skojarzyło mi się z czasem dzieciństwa. Nie , no papilotów nie nałożyłam na włosy, ale udzieliła mi się ta atmosfera porządku.Może moje życie stanie się normalne?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz