Strony

www.jooble.org

niedziela, 5 czerwca 2011

Jak piniądz!!!

Pogoda dziś marzenie. Żar się leje z nieba. Nad brzegiem rzeki niecodzienna zmiana. Dziś woda kryształowo czysta. Kamienie migoczą jak w lustrze. Nad brzegiem dymiarzy zastąpili zwolennicy opalania się i spacerów.Od kolorowych leżaków, pledów, karimat ,parasoli i tysiące innych akcesoriów zaroiło się wzdłuż Białego Dunajca. Tyle niezłych ciał wyległo, że aż oczu nie można oderwać. Wszystko się toczy spokojnie i miękko, bo na brzegach właśnie rozpościerają się dywany kwitnącej koniczyny po których cudnie chodzi się miękką stopą.
Dywany się uginają zapadają i sprzyjają niedzielnemu rozleniwieniu. Fantastyczna przedpołudniowa sjesta .... Słońce , woda , spacerek , upalnie , cisza, śpiew ptaków, cudownie miękka koniczna , boskie półnagie ciała , erotyczne zapachy pokus i rozleniwienia. Cudny wekeend , bo jak zwykł mawiać mój tato " pogoda panie ,jak piniądz"
Spcerowiczów przybywa z każda godzina , zwolenników słonecznych kąpieli również. Z każdą niedzielą jest też więcej wędkarzy.Czyżby niedzielne wędkowanie było symtomatyczną ucieczka od rodzinnych gwarów i niedzielnych powinności? ...
Na tarasie widokowym w rezerwacie Bór na Czerwonym ludno już przed południem. Ludzie wystawiają łakomie swoje białe ciała do słońca . Wygrzewają się i napawają oczy pięknem widocznych dziś doskonale Tatr. Ten taras widokowy stał się teraz głównym miejscem spacerowym całego miasta. Tłumy przechodzą każdego dnia kładką, aleja spacerową , by usiąść choć na chwile na tarasie . To duma całego miasta. Tu jakoś tak ludzie sympatyczniej nastawieni są do siebie. Częściej i chętniej opowiadają o sobie i swoich perypetiach. Tu złapałam i wyjęłam Didi dziś dwa kleszcze, które jeszcze nie zdążyły się dobrze zadomowić na jej powiece i karku. Pierwsze kleszcze złapane w tym roku. Tu tez w aparacie kolegi zobaczyłam żmiję, która ponoć już się obudziła i spokojnie zaczęła się beztrosko wygrzewać na 10-tym mostku. Żmija zygzakowata , ładna bestia. Wprawdzie nie planowałam dziś spaceru w głąb lasu, ale nie mogłam się oprzeć pokusie. Piękna bestia leżąca na jakimś mostku drewnianym w pobliżu, a ja miałabym sobie ją odpuścić. Zrobiłam z Didi w tył zwrot i licząc wszystkie mostki po cichutku skradałam się w stronę mostku, gdzie owa bestia miała sobie spokojnie leżeć... No i niestety próżne nadzieje , próżny trud. Po bestii zostało już tylko wspomnienie i zdjęcie w aparacie mojego kolegi. Ech, a tak chciałam ja zobaczyć ..
fot. Stanisław Bury Brak niebezpiecznego gada wynagrodził mi fantastyczny spacer. Rozświergolone drzewa , cisza , pustka i taka niemożebna pewność, że ten świat się rodzi z niewiarygodną siła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz