Strony

www.jooble.org

sobota, 4 czerwca 2011

Tylko tyle?

Pomruki burzy tylko dziś postraszyły . Deszczu nikt nie widział, a i sama burza przeszła gdzieś bokiem. Za to powietrze zrobiło się takie lekkie. Przedostatni spacer zafundowałam sobie nad brzegiem Dunajca . Pies jak kucyk ciągnął mnie w stronę wody. W biegu pozdrawiałam znajomych. Pies pędził ciągnąc mnie za sobą. Ten mój niewielki cocker spaniel ma czasem siłę tura. Miasto minęłam w tempie błyskawicznym.W końcu dopadłyśmy polnej drogi. Tu pies nieco zwolnił. Czekał na uwolnienie ze smyczy i w końcu pognał w trawę spod której nie było go widać, by w końcu pokazać się tuz nad brzegiem Białego Dunajca. Z pięknych lazurów i błękitów wody dziś nie pozostało nic. Woda mętna, brunatna ,pełna brudów, gałęzi i wszelkiej maści śmieci. Wygląda na to, że burza ominęła Nowy Targ , ale gdzieś tam musiało nieźle lać.
Rwący potok złowrogo wyje przelewając brudną wodę. Brzegi wypełnione niebezpiecznie syczą. Sadziłam , że pies oszczędzi mi dziś atrakcji pt. kąpiel... Nic z tych rzeczy . Mokre futro i zadowolony pyszczor świadczyły tylko o tym, że z zadowoleniem już się wykapało psisko, a teraz ma dwa wyjścia , albo będzie się dalej taplać, albo włączę się w jej ulubiona zabawę : rzuć patyczka .... no i wybrałam zabawę. taki to terrorysta z tego mojego psa.
Po drodze minęliśmy grupki zadymiarzy, który rozsiedli się przy licznych łąkowych ogniskach. Zapach pieczonej kiełbasy i pitego piwa przesycił w niektórych miejscach powietrze. Grupki są i duże i małe . czasem to wręcz wielkie towarzystwo, a czasami tylko rodzice z dziećmi.... Ech weekend w małym miasteczku... Jeszcze tylko mostek i już jesteśmy w lesie. Uwiązany znów na smyczy pies ciągnie niemożebnie. Spacer zamienił mi się w marszobieg....Truchtem przemierzamy leśne ścieżki, żeby znowu wypaść na otwarta przestrzeń po drugiej stronie Dunajca . Dziś takie tępo wcale mnie nie przeraża, ale zanim pojawiło się w moim domu psisko miałam zadatki na kaleke. Uświadomiłam to sobie, kiedy po kilku nocach wstawania do szczeniaczka poczułam sie obolała i taka ciężka . Ciągłe spacery przerwały złą passę. Dziś zwyczajnie nawet w tempie błyskawicznym daję radę. 1,5 godzinny marszobieg stał się normą i przestałam ziajać jak lokomotywa parowa i to jest ten największy pozytyw. W domu czeka mnie jeszcze kapanko i psa i siebie. W końcu za pasem niedziela ... Miłego :)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz