niedziela, 5 czerwca 2011
w niedzielnym ferworze..
Właśnie wróciłam .... Kurcze dopiero teraz dotarło do mnie, że dziś niedziela. Tymczasem poza porannym spacerkiem u mnie kołowrót. Rozdzwoniły się telefony. Rozstukały drzwi . Nawet na skype tez owocny ferwor. Odrobina przyjemności z powodu zaspokojenia swojej ciekawości meksykańska zupą. Pyszna , ale choć wszyscy twierdzą, że bardzo ostra to ja musiałam dopieprzyć . Zakupy dla pieska. Kończyła mi się karma i powrót do domu... Zaraz napije się kawy , bo od tego ciągłego gadania rozklekotały mi się zawiasy. W międzyczasie uporałam się z tysiącem różnych rzeczy. Sprowadziłam marudy na ziemie i poczułam straszny głód . Chleb i jakaś zwykła kiełbasa w cenie dwa razy wyższej niż normalnie powinny załatwić sprawę. Głodna przestałam być zaraz po zakupach.Masz Ci los wszystko mi nie smakuje. Wzięłam szybki prysznic. Doprowadziłam do stanu idealnego wszystkie części ciała i teraz w końcu mam czas dla siebie . Tyle tylko, że kleją mi się oczy....
Pewnie zaraz zasnę snem sprawiedliwego. Ech, gorący dzień i bardzo pracowity dzień ta niedziela.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz