niedziela, 12 czerwca 2011
Rytm świątecznego dnia
Od wczesnych godzin porannych zapowiada się piękna pogoda. Dzwonią kościelne dzwony wzywające wiernych na nabożeństwo. Nie chce mi się wstawać. Gdyby nie Didi cierpiąca na ADHD z przyjemnością zostałabym w łóżku. Niestety przegrywam z jej napadem miłości w stosunku do mnie. Kiedy nie pomagają standardowe zniechęcenia i dostaję buziaka wstaję na równe nogi. Prysznic, toaleta , bielizna , spodnie , marynarka , szelki dla Didi , klapki dla mnie , smycz , śmieciory i już jesteśmy przy drzwiach . Schody pokonuję na złamanie karku, bo Didi ciągnie jak rasowy kucyk. No w końcu na zewnątrz . Didi uwolniona ze smyczy biegnie w trawkę , ja wyrzucam kosz. Od tego momentu zaczyna się chwila tylko dla niej. Od razu podskakuje na wysokość pasa i zachęca do zabawy. W naszym języku znaczy to rzuć coś, to poszukam. Na szczęście spotkałam znajomego z psem, Pół Dalmatyńczyk , mówi o nim. Psy zaczynają swoja ukochana zabawę a my sobie plotkujemy. W niedzielnych kieckach mijają nas kobiety : - święte krowy idą - mówi mój rozmówca. Wymodliły się , a teraz pójdą sąsiadkom dupę obrabiać.Nawet przez grzeczność zaprzeczyć nie mogę. Mija mnie w końcu mój sąsiad. Wczoraj spotkałam go , kiedy maszerował po "pomoce naukowe" do monopolowego. Był pod dobra data , dziś w parze z kolega planowali ciąg dalszy. Żona wyjechała mu pewnie, bo rozprawy naukowe jakie toczą się piętro wyżej docierają aż do mnie.Kolejny spacerek czeka mnie po południu . Wybiorę się w pola . W końcu dziś zielone światki .
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz