niedziela, 12 czerwca 2011
Zieloność
Ścieżka polna prowadzi przez łany łąk. Trawa jest tak wysoka, że sięga mi do pasa. Chłodny wiaterek kołysze tymi dywanami , świergoli ptactwo, świeci słońce. Z tego bezkresu nie widać świata.Nieoczekiwanie wykoszony pas łąki pachnie wysuszonym sianem. Piękny ten zapach w środku miasta. Mijam opalających się. Roznegliżowane ciała przykuwają wzrok. Potem grupki dymiarzy skupionych przy ogniskach. Podchodzę do brzegu Dunajca. Cuchnie. Zapach owczych bobków miesza się ze smugami dymu, zapachem piwa i pieczonej kiełbasy.
Tu i ówdzie chodzą ludzie z kijami w rękach,kroczą spacerowicze, jeżdżą rowery, wyją motory, lekko suną terenowe samochody.Niby taki normalny koniec świata, peryferia, Polski Nepal a ruch tu jak w Rzymie.
Wdycham powietrze, bawię się z psem . Gadam ze znajomymi. Feta day. Wieczorkiem umówiłam się na grillowanie, ale jeszcze nie zdecydowałam , czy chcę tam iść.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz