piątek, 19 sierpnia 2011
Zbędna rzecz
Długo tu nie zaglądałam. Wcale nie z powodu jakiegoś lenistwa. Zwyczajnie musiałam zrobić sobie przerwę , bo miałam ochotę kląć. Trafić do domu wariatów w środku lata?- trzeba mieć kurczę wyjątkowe szczęście . Zaczęło się tak niewinnie od zaproszenia na kilka dni wakacji. Pomyślałam czemu nie i to był mój błąd. Zdarzyło wam się kiedyś, że w domu gdzie jesteście nagle wszyscy przechodzą na dietę? Jako gość nie wiedziałam, co mam zrobić. Nie mam ochoty na diety i to zupełnie do mnie nie przystające. W dodatku dieta w ustach ludzi, którzy bez charakteryzacji mogą grać w filmie gruby i grubszy brzmi, jak naigrywanie się z głodnych. Wybrałam opcję jem normalnie i bez obciachu. Niebawem okazało się, że moje jem normalnie to wcale tak dużo nie jest. Moja dieta, dla tych tutaj dietą nie jest. Fakt jestem najszczuplejsza w tym gronie i najbardziej głodna. Fakty nie przeszkadzają otoczeniu nie zauważać swoich przypadłości. Dziwnym trafem grono patrząc na mnie natychmiast ma na oczach powiększające szkła. Jeszcze dziwniejsze jest to, że wszystko, w czym ponoć wyglądam nie tak, po włożeniu przez jedną z najstarszych pań i przedefilowaniu leży na mnie idealnie i pasuje jak ulał. Idealnie przeto więc pasują na mnie bluzki na ramiączkach, które namiętnie kupuje się , chociaż osoba obdarowana tym kłopotliwym prezentem wcale ich nie chce nosić, bo czuje się w nich byle jak. Za to obdarowująca, od razu zauważa w towarzystwie, ze bluzka jest jej znajoma i to bluzka z pewnością kobiety, której ją przywiozła. Taki widoczny brak wychowania i podstaw savoire vivre. Ku zaskoczeniu wszystkich bez ogródek powiedziałam, naturalnie , że masz rację . Przyjechałam bez żadnej bluzki i pożyczyłam sobie . Kobieta i tak nie dostrzegła ironii w moim głosie. Mogłam wrócić do domu więc w bluzkach nienoszonych ani raz, w bluzce kupionej na okazjonalną rodzinną uroczystość, która włożyła kobieta na kilka godzin i już jej nie chce, w płaszczu z jeansu kupionego kiedyś , kiedy jedna z pań jeszcze się w niego mieściła, w sukience z przypiętą ceną,/ żebym widziała , że nowa czy ile muszę za nią wybecalować?/ . Mogłam, ale nie wróciłam, bo i po co. Kolejne szmaty na wieszak, które niekoniecznie włożę więcej niż jeden raz? Nie w moim guście .Mam już takich całą szafę i nie ma co z nimi zrobić. Jadąc do siebie myślałam sobie, że dla tych ludzi jestem jak zbędna rzecz, jak towar po pierwszej defiladzie, itp. Na dworcu PKS, gdzie zatrzymałam się na chwilę mignął mi kilkakrotnie autobus z napisem Lubliniec. Uśmiechnęłam się do swoich myśli: Dom wariatów , jak pragnę zdrowia….to utwierdziło mnie w przekonaniu, że decyzja o moim powrocie była bardzo słuszna .
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz