środa, 26 października 2011
O my good.
JATE jest miłym sympatycznym facetem i bardzo przystojnym.Cały wtorek spędziliśmy ze sobą.JATE zwyczajnie miał objazd po okolicy i zabrał mnie ze sobą w celach niecnych jak to określił. Sądziłam, że to takie tam jeżdżenie od biura do biura. Miałam wiele obiekcji, bo ten czas który trzeba spędzić w samochodzie , kiedy on będzie na tych swoich nasiadówkach to w ogóle nuda. JATE nawet na moje warknięcie, że żeby się kawy napić to on mnie na drugi koniec świata chce wlec, uśmiechnął się i powiedział: Bo widzisz to nie jest taka zwyczajna kawa, proszę zgódź się. No i się zgodziłam.
Obudził mnie kolega. Na szczęście obudził mnie, bo inaczej zaspałabym na spotkanie z JATE. Było tak jakoś po 10.00
Oczywiście musiałam spóźnić się pięć minut inaczej nie byłoby to ważne. JATE przeszedł samego siebie. Kurcze , ale ma furę- sorry mam wielką słabość do Jeepów, a ten jego jest nawet w kolorze, który mi się marzył. Ok, ale co tam . Po grzecznościowych całusach wsiedliśmy do samochodu i jedziemy, chociaż nie mam pojęcia dokąd i po co. JATE odkąd pamiętam zawsze mnie zaskakiwał. O matko i nawet dziś użył wody, która uwielbiam. Dawno nie miałam z nim kontaktu i ten czas dobrze nam zrobił. Buziaki nie zamykają nam się. Nie możemy się nagadać. JATE tylko czasem sprawdza GPS-a. Stajemy przed ślicznym zameczkiem . Takie małe archietektoniczne cudo. Jestem zachwycona. JATE przygląda mi się z boku. Speszona pytam co jest. - Wiesz, kocham to Twoje uwielbienie w oczach, kiedy Ci się coś podoba. Patrze na niego jakbym pierwszy raz w życiu go zobaczyła. Zapalają Ci się wtedy w oczach takie niesamowite światełka. JATE, bajerujesz mnie, czy mi się tylko wydaje?... Jeśli zauważyłaś to już nieźle, dotąd nie zauważałaś mnie....a był jakiś powód, że powinnam? Bardzo dawno powinnaś- powiedział niespeszony. Ok... a gdzie JATE jest haczyk? - zapytałam trzeźwo. Przez myśl mi przebiegło tysiące dziwnych myśli. JATE przecież i JO to był motyw tej eskapady, a tu ... OK! Znaczy idziesz teraz do swojej ekipy , a ja moge pozwiedzać- zmieniłam szybko temat. Nie, idziemy razem.... W tym momencie panika zaczęła mnie ogarniać. To , co mnie przywiózł tutaj na kawę, kłamał w sprawie spotkania czy tak w ogóle... No chodź, pociągnął mnie za rękaw.
Durna baba ze mnie rugałam się wewnętrznie. Durna i tyle. Jadę z facetem nie wiadomo dokąd, bo zameczek piękny tyle , ze nowoczesny na wskroś a ja nawet nie wiem w jakiej jestem miejscowości.
Chcę Ci kogoś przedstawić i Ciebie komuś przedstawić. UFFF.. cały stres ze mnie zszedł. Będą ludzie to bardzo fajnie. Od wejścia wiem , że zapowiedziano moja wizytę. To takie fajne uczucie. Kierują nas do sali konferencyjnej. Znowu?.... JATE - może ja jednak pójdę pozwiedzać, bo wybacz ani się na tym znam,ani mnie to interesuje, a poza tym.... Tu mi przerwał potok słów. Jeszcze nie wiesz po co tam idziemy , a już się wzbraniasz... A po co zapytałam przytomnie... Zobaczysz... No i bądź tu człowieku zdrowy. Poddałam się w końcu i sunęłam za JATE trzymana za rękę. Sala ogromna. Białe ciężkie firany lśniły świeżością. Na środku stół ułożony w podkowę, przy stole siedział człowiek, którego twarz dobrze znam. JATE pociągnął mnie w ta stronę, przywitał się i przedstawił nas sobie. _ Zawsze chciałem Panią poznać- zaczął gospodarz. Nie ukrywam, że ja Pana również, aczkolwiek nie miałam zielonego pojęcia, że jest Pan znajomym JATE.... Mówmy sobie na Ty - powiedział człowiek , którego dotąd znałam tylko z mediów.
cdn...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz