Strony

www.jooble.org

niedziela, 13 listopada 2011

13-TY

Uświadomiłam sobie, że dziś to 13-ty.Uświadomiłam sobie ów fakt,kiedy zjadłam obiad bez smaku, popiwszy cierpkim winem czerwonym, wytrawnym. Jaka głodna weszłam taka głodna wyszłam. Po raz pierwszy na obiad podano mi chyba resztki ze śniadania. Po kolei. Postanowiłam dziś zjeść obiad tzw promocyjno - abonamentowy. To moje drugie podejście do takiego specyfiku. Doświadczenie pierwsze było kiepskie, dzisiejsze mimo, że postanowiłam się nie odzywać i chwalić dokładnie takie samo. Rosół raczej z kostki i to mocno rozcieńczony. Oczko tak charakterystyczne dla polskiego rosołu trudno tam było znaleźć. Doprawiłam czym się dało, ale i tak nie miało to tego specyficznego bukietu domowego wywaru, jaki ma rosół gotowany przeze mnie. Ziemniaki zimne i suche do granic możliwości, schabowy rozbity na wiór, ale skórka ładnie przypieczona , a sałatki .... cóż marchewka, ogóry z kleksem śmietany i sałatka jarzynowa/sic/. Sałatkę jarzynową z majonezem to w moim domu podaje się na śniadanie, a nie na obiad i nikt ani nic mnie nie przekona, że ten zestaw który mi dano był prawidłowy. Zreszta ostatni raz tam cos zjadłam. Szpitalne żarcie - tak mi się to skojarzyło. Zdecydowanie wolę Kebab w zaprzyjaźnionym miejscu. To, że dobrze gotuję najbardziej docenia JA, dziś doceniłam osobiście. Czego kurna uczą tych ludzi w szkołach i za co dają im te uprawnienia do zawodu, kiedy ich gary przegrywają z tym, co potrafi taki samouk jak ja. Kuchnia to nie miejsce na oszczędzanie, no chyba , że na płacy nieudolnego kucharza. Czym przyciągnąć ludzi do restauracji, kiedy podstawowa rzecz szwankuje... wychodzisz głodny i zniesmaczony ? ... 13-Ty jednak dla mnie się nie skończył. Poszłam pozwiedzać Supermarket i kupiłam patere. Przyniosłam do domu , składam według rysunku a tam stoi podkładek sztuk 4-y a tu w woreczku trzy i nic więcej . Złapałam pod pachę paterę i biegnę z powrotem. Przy okazji zabrałam psa na spacer, w końcu tylko miałam wymienić nakrętki i wchodzę. Pani pozwoliła mi wymienić bez żadnych perypetii, ale mądrzejsza o doświadczenie poprzednie sprawdzam w paczkach , a tu wszędzie nakrętki nie 4-y a trzy. Z rysunku wynika, że nakrętki pakował matematyczny imbecyl, co do 4-ch zliczyć nie może . Zdecydowałam więc , że patery wymieniać nie będę i podbierać nakrętek też nie. Idę do kasy i głośno mówię, co myślę o kompatybilności rysownika z pakowaczem. W reku trzymam trzy nakrętki w woreczku. Po odejściu od kasy , chciałam podkładki włożyć do pudełka , a tu wyskakują mi trzy następne już spakowane w środku. Znaczy ogólnie miałam ich teraz sześć. Oddałam p[ani przy kasie trzy, przeprosiwszy za zamieszanie. Gdybym chciała rabnąć tak dobrze by mi nie wyszło. Złapawszy paterę zaniosłam do domu i mając w pamięci , ze czeka mnie spacer z Didi chodzę i wołam psinę po domu... kiedy się maleństwo nie pokazło uświadomiłam sobie, że Didi wisi na smyczy przy Supermarkecie. Na szczęście to po drodze do planowanego miejsca spacerowego , więc generalnie poza strachem spowodowanym samym faktem, że zapomniałam o mojej Cocker Spanielicy nic takiego się nie stało, a Didi zwyczajnie z pełna ufnością czekała na mnie .... i jak tu jej nie kochać mimo, albo raczej z powodu 13-tego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz