środa, 2 listopada 2011
Moja Mantra
Dostałam ją od siostry, jako talizman. Fakt faktem, że kiedy ją wypowiadam widzę z jaką siłą uderza.Niby splot prostych słów , taka prośba , a jakże skuteczna. Byłam nieufna, gdy dostałam ją . Uważałam, że to kretynizm. Teraz wiem, że w najtrudniejszych chwilach mi pomaga. To dzięki niej znoszę trudy odchudzania. To ona daje mi silę wytrwania. Mantra...a przecież to nic innego jak modlitwa. Proste skutecznie powtarzane wyrazy. Czasem to prośba do Boga a czasem do człowieka. Mantra...zafascynowani hinduizmem nie dostrzegamy, że od lat powtarzamy mantry, tyle że nazywamy je modlitwami. Nikt tez jakoś w doskonaleniu samego siebie nie widzi dążenia do nirwany. Lubimy obce słowa, lubimy obce filozofie i nie zastanawiamy się nad tym, że jesteśmy ogromnie w tych filozofiach podobni do wielu narodów świata. Sek w tym, ze orientalne i zagraniczne nazwy robią na nas wrażenie, a własne podstawy traktujemy jak rutynę , nudę i nawet nie chce się nam dostrzec,tego, że jesteśmy jak oni Ci inni: bramini, hindusi, muzułmanie, amisze, ewangelicy, luteranie , buddyści czy katolicy. Dziś znowu będę powtarzać mantrę, która dostałam od siostry. Mantrę, która nie czyni krzywdy tam , gdzie jej nie posiano. Dzięki siostrzyco za ten niezwykły dar.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz