środa, 2 listopada 2011
W życiu czasem brakuje tej niezwykłej magii, jaka niesie ze sobą miłość czy choćby takie zwykłe zauroczenie. Czasem wystarczy nawet, że dobrze czujemy sie w swoim towarzystwie. Właśnie odkrywam kogos na nowo. o może Kolumbem nie jestem, ani żadnym Vasco da Gamma, czy Marco Polo, ale patrzę na człowieka, jakbym widziała go po raz pierwszy. Fajne uczucie, takie odkrywanie na nowo, kogos o kim miało sie wyrobione zdanie , więcej zdanie niepodważalne. Szczerze powiedziawszy to chętnie podważam to zdanie i jakoś w ogóle się temu nie dziwie. Cieszy mnie kiedy moi znajomi są lepsi niż moje prywatne wyobrażenie o nich. To jak potrawa, która nagle zyskuje nie tylko nowy wymiar estetyczny, ale i smakowy. Tak jest z JS. Nigdy nie widziałam w nim pozytywów, a nadętego bufona. teraz zaczynam widzieć w nim człowieka., taki JS w nowym smaku.
Fascynacja? ... To chyba za duże słowo. Zwyczajny towarzyski układ, a może wnieść tyle pozytywnego. Wspólne tematy, podobne zainteresowania, nawet skłonność do świntuszenia mamy zbliżoną, ten nowy image JS jest świetny. Oczywiście te nasze pogaduchy nie pozostają bez komentarzy. Są nawet tacy, którzy zazdroszczą nam swobody bycia. Tworzymy nową jakość w towarzystwie, gdzie zapomniano spuścić powietrza. Dzięki znajomości z JS jestem pod ochrona. Ponoć to najwyższa półka dla nich, a dla mnie świetny kompan do smerfienia. Czy go lubię? Tego nowego? Oczywiście i ma to swój powód. Zanudziłbym się bez niego na śmierć w wielu sytuacjach, a tak gadamy, gadamy i czas nam szybko upływa.
Innym takim starym nowym moim znajomym jest JATE. Wszystko co złe mogę o nim powiedzieć , ale nie to, że kiedykolwiek zauważałam w nim faceta. Był dla mnie fircykiem, bawidamkiem, źródłem ekscytujących plotek.Tak naprawdę nigdy nie widziałam w nim tej innej strony JATE. To był dla mnie facet z metką. Taki trochę zakazany owoc. Bezpieczny, bo byłam pewna, że Gruba baba nie jest w kręgu zainteresowania faceta, który generalnie miałby kłopoty, żeby wyliczyć jednym tchem liczbę swoich dziewczyn. Od naszej eskapady do Zameczku, pomijając naturalnie żart z wątkiem osobistym zauważyłam, że moja ocena JATE była krzywdząca. Twierdziłam, że to płytki facet kierowany chucią fiuta a tu się okazuje, że to inteligentna, zdolna bestia, chociaż trochę zepsuta. Jedno jest pewne, ze na stopie kumpelskiej w swoim towarzystwie czujemy się świetnie i to tez nie pozostaje bez komentarzy - wątek z narzeczoną traktuje jak niesmaczny żart i jestem pewna, że JATE zwyczajnie stara się o awans, a taka narzeczona paskuda, co ją się wyrzuci do kosza jak zmięty papier to świetny wist. JATE myśli zawsze kategoriami biznesowymi, dlatego nie ma co się rozczulać nad tym nic nie znaczącym gestem.Nie jestem pierwsza osoba na koszt której JATE zabawił się w ten sposób, więc spoko... nie ma strachu, nie dam się nabrać ani złapać. Jedno jest pewne , poza takimi mankamentami rozmowa z nim to czysta przyjemność.
Innym moim starym nowym znajomym jest MC. Jego widziałam przez pryzmat JO. Takie tło dla mojej koleżanki. Niby zawsze był, ale nigdy nie był postacią pierwszoplanową. Od kiedy JO zniknęła mamy ze sobą większy kontakt. Zauważam w nim wrażliwego i delikatnego człowieka. Poza tym to potężny intelekt. Potrafi mnie rozśmieszyć do łez. Czy wyobrażacie sobie ojca , który do swojego syna nie mówi nigdy - chodź tu, ale tak majestatycznie bądź uprzejmy pozwolić . MC ma naturalnie swoje dziwactwa, ale ogólnie to spoko koleś i naturalnie nie robi nic na pół gwizdka. Nawet JO mimo wszystko kocha jak wariat i chyba to w nim cenię. Moi starzy nowi znajomi.... Fajnie tak odkrywać ludzi na nowo, albo w zupełnie innym świetle. No dobra, tyle tylko, że ani jeden z nich nie lubi takiej muzyki jaką ja tutaj serwuję ...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz