wtorek, 1 listopada 2011
Nad moim grobem
Taki dzień jak dziś rozbija mnie jak szkło.Niby nic takiego się nie dzieje , ale ...wewnętrznie czuje dziwną niemoc.Smutno mi i tak w ogóle nie do-po-zaz-drosz-cze-nia....Może to efekt tej zadumy nad przemijaniem? Po głowie kołacza mi się słowa wieszcza" Smutno mi Panie" . Na cmentarzach tłum ludzi przemyka koło siebie. Staje przy grobach bliskich i jest to chyba jedyny moment, kiedy nieważnym jest, czy to katolik, heretyk, ateista, antyklerykał, ewangelista, islamista, bramin czy parias, król czy rataj , magnat czy ciura. Stoją , bo wszystkich nas to czeka.
Pochylają się nad świętością i ciszą śmierci , nad jej majestatem.W tej niecodziennej ciszy stawiają kwiaty, zapalają lampki i patrzą niemymi oczami w nieokreśloną przestrzeń.
W takich sytuacjach, jak bumerang wraca do mnie gorzkie , osobiste wspomnienie.Kiedy ja jak wielu innych paliłam znicze na grobach, ktoś inny mnie zdradzał i pewnie nie wiedziałabym o tym, gdyby nie rodzina M, ktoś kto był ostatnia osoba, która powiedziałaby o nim coś złego: "Uluś już trzy roki nie był na grobach ojców, przecież to jego matka i ojciec , a on tylko z Tobą"..... a wyjeżdżał każdego 1 listopada i zostawiał mnie, a ja głupia wierzyłam, że on taki opiekuńczy. Zaufanie - jakie to potężne i nic nie warte słowo. Może dlatego to święto mnie tak przygnębia.
Nie mogę się zdecydować, czy powinnam dziś świętować dzień własnej głupoty, czy świętej naiwności.
Pokój wam wszyscy idealiści i romantycy.*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz