niedziela, 15 stycznia 2012
2 cm radości
Pierwsze dwa cm poświątecznej rozpusty mam za sobą. Nie wiedziałam, że tak to może cieszyć. Jest 3.30 nad ranem . Właśnie wróciłam z dodatkowego spacerku z Didi. Nie jestem nawet wściekła z tego powodu, że mnie obudziła, wybiła ze snu, wyprowadziła dla samego jak się okazuje wyprowadzenia. Chociaż na początku byłam odrobinę zdegustowana. Teraz jednak, kiedy wzięłam do reki mój żółty metr i zmierzyłam się w pasie znowu się uśmiecham. 2 cm mniej . Znaczy wracam do formy. Świąteczne obżarstwo nie jest jednak na moje zdrowie.... Żeby ktoś jednak nie sądził, że jadłam bez opamiętania. W tym samym czasie , jedząc to samo moja mama schudła 4 kg. Szczęściara... Ja przytyłam . Wszystko dlatego , że mama inaczej się odżywia. Z powodu jej wizyty na chwilę przestawiłam swój rytm. Efekty mam opłakane. Nigdy więcej żadnych odstępstw- teraz to wiem i staram się nie psioczyć na zadaną sobie pokutę. Pomaleńku wracam do formy, ale do ideału jest mi jeszcze daleko. Bliżej jednak niż było rok temu i tylko to się liczy- pozytyw... a pozytywne jest to, że tracę zbędny balast. Kiedy napisze tutaj, że mój garnitur leży idealnie , znaczy cel został osiągnięty.Po tych wszystkich afrontach, które mnie spotkały w poprzednim roku i niejlepszym początku tego roku jakiś uśmiech mi się należy. Głupio tak trochę, że miarę szczęścia mam w centymetrach, bo to tylko dowód na to, że jest takie maleńkie i takie niestałe. Głupio, ale co zrobić, kiedy ni e można przy szczęściu postawić znaku nieskończoności. Ok... dziś w menu mam herbatę i nic więcej. Czy jestem głodna? Jak jasny gwint, ale na lepsze samopoczucie mam żółty metr. Jeśli mój organizm zbyt mocno się domaga czegoś więcej niż może dostać , biorę żółty metr w rękę... i już wiadomo... chcę być taka jak chcę muszę się zdyscyplinować. 2centymetry mniej... jakie to miłe zaskoczenie .
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz