Niespodzianka... i to podwójna . Trzeba było wizyty koleżanki i moich utyskiwań, żeby ta spojrzała na mój centymetr. Przerażona byłam nie na żarty 2 cm więcej? To jak kpina losu. Kto w ogóle mógł mi to zrobić?... denerwowałam się pod nosem... Oczywiście zrobiłam sobie to sama. Wszak wiadomo, ze centymetr ma dwie strony... Tyle tylko, że moje wymiary z jednej i drugiej strony metra są podobne . Wystarczyło małe odwrócenie i 2cm więcej w pasie jak nic...UF.. Jaka ulga , jednak nie tyje .:)Dziś mam nowy powód do radości . Rano mój żółty zaczarowany centymetr pokazuje 76 cm. Sprawdziłam kilkakrotnie, żeby znów nie narozrabiać . Nie jest źle... Cały centymetr mniej niż przed świętami :) Tylko w biodrach mam 101 jeszcze... ech! biodra ,,,,
Dziś panikuje z powodu 2 cm, a kiedyś nie mogłam nawet na siebie patrzeć. W pasie miałam trochę więcej niż teraz w biodrach , bo dokładne 103 cm , a w biodrach to o ile pamiętam jakieś 133 cm.. Jeśli wziąć pod uwagę przelicznik, że każdy centymetr do kilogram ,to ociupinę jak widać zrzuciłam ... Trochę to trwało, ale efekty w końcu widać. Dlatego wybaczcie, że tak zamęczam wszystkich ciągłymi pomiarami. Mam zwyczajne kuku na muniu na tym punkcie - byle nie przytyć. Jest i kilka plusów tego mojego obecnego stanu: Czuję się świetnie, tańczę z radością , nie męczę się i jak mówi guru anorektyków: co z tego, ze jestem na diecie wodnej,,, najem się po śmierci, a póki co nie zamierzam umierać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz