Dni zrobiły się szalenie mgliste. Tak jakby wszystko wisiało w powietrzu. Wyszłam na spacer.Byłam wściekła, rozżalona . Wzięłam Di na smycz i poszłyśmy, chyba na platformę. Byłam zajęta swoimi myślami. Głodna i zziębnięta wracałam do domu. Nagle Di pociągnęła mnie . O jeny jeszcze jeden Cocker Spaniel? Psię wyraźnie adorowało Di i Di to chyba się podobało. Biegała , merdała ogonkiem poszczekiwała, ale szłyśmy cały czas w kierunku domu. Psiak z nami. Weszłam do klatki, psiak za mną Otworzyłam mieszkanie, wpadł zaraz za Di ... No tak masz babo placek. mam obcego psa w domu pomyślałam. Jeszcze mi tego brakowało. Psiarnie sobie otworzę. Przez chwilę patrzyłam , jak psiaki goniły sie po domu, jak obwąchiwały wszystko, jak Di strofowała gościa, jak gość chciał nam przewrócić choinkę.... No , ale w końcu przywołałam psy. Gość na szyi miał identyfikator. Myśłałam , że będzie tam telefon do właściciela. Był telefon , tyle, że do przychodnia. Przychodnia dokładnie ta sama do której chodzę z DI. Znalazłam w szufladzie stara smycz DI zapięłam gościa, zapięłam DI i pomaszerowałam z pieskami w kierunku przychodni. Nagle jakieś babsko krzyczy : kto to posprząta...
Wzruszyłam ramionami. Czy ja chce sprzątaczkom chleb odbierać? ...Gdyby nie ten wrzask pewnie nikt by babska nie zauważył. menopauza to jednak jest upośledzenie. Psy pociągnęły mnie dalej, więc nie miałam okazji wsłuchać się o co kaman. W dwójkę pieskom szło się zdecydowanie lepiej. W końcu stanęłam przed przychodnią. Chwilę musiałam poczekać i w końcu wzięłam adres . Psa odprowadziłam . Właścicielka wyszła nawet przed dom. Miałam wrażenie, jakby na psa czekała przy drzwiach wyjściowych. Odpięłam smycz i pomaszerowałam do domu...
Nie wiem czy z powodu długiego spaceru, czy z jakiegoś innego poczułam się świetnie.... Dwa psy...matko z córką - gdyby się okazało, że psa trzeba zabrać do domu dziś pewnie pisałabym ogłoszenie : Pies , złoty Cocker Spaniel poszukuje swoich kochanych właścicieli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz