W życiu chyba nie opanuję tego alfabetu, który wiele pań wyssało z mlekiem matki. Nie żebym myślała o bezeceństwach zaraz , ale o takich prostych sprawach i owszem...
Choćby spotkanie z JATE .
Nie widzieliśmy sie kilka miesięcy. Nie dawał znaku życia. Odłożyłam nawet do lamusa wszystkie słowa, jakie kiedykolwiek wypowiedział pod ardresem My aż tu staje przede mną. Uśmiechniety opalony z tym błyskiem w oczach.
Bezceremonialnie obejmuje w pół przyciąga do siebie i całuje.
Zanim zdążyłam zareagować ciągnął mnie już za rękę .
Nie wiedziałam dokąd idziemy, po co idziemy i dlaczego idziemy razem...
Rzecz jasna mogłam zapytać, ale dałam się porwać.
Maleńka knajpka , śliczne wejście, lampka wina , pikantne jedzenie.
Zdałam sobie sprawę,że zwyczajnie brakowało mi gadania z Jate, siedzenia vis a vis, przekomarzania się itd...
Buzia mu się nie zamykała . Zastanawiałam sie czy da radę opowiedzieć kilka miesięcy w kilka minut. Nie mogłam mu poświęcić więcej. Byłam umówiona. Totalne wariactwo i skłonna byłam zapomnieć, że to dla mnie ważne.
Instynkt jednak mam niezawodny. Po pół godziny zwyczajnie wstałam , powiedziałam przepraszam JATE musze biec na spotkanie, ale wieczorem możesz się odezwać. Był lekko zszokowany.
Usmiechnęłam się przepraszająco...musze wybacz.
- Przepraszam stęskniłem się - usłyszałam gdzies pomiędzy zawieszaniem na ramieniu torebki a wkładaniem okularów...
Cholera ja też ...przemknęło mi przez myśl,tylko co to zmienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz