Zostawiona sama sobie od wielu lat nie mam nawet cienia szansy na bycie obiektem do czegokolwiek.
W kazdym razie nie imają się mnie Byronowskie żadne opisy.
Westchnień zero, jakichś specjalnych amantów zero, podchodów zero aż tu dzis w nocy uświadomiłam sobie, ze jestem obiektem seksualnym dla mojego psa, znaczy suki...
Żeby tak na stare lata lesbijką zostać ? W głowie mi sie nie mieści jak się ten świat zmienia.
W nocy budzi mnie więc popiskiwanie Di. Biega po pokoju , łasi się , wkłada mi łeb pod rękę i tak bezceremonialnie doprasza się pieszczot.
Ok rozumiem, ma swój czas potrzebuje wsparcia. Tylko czemu mnie napastuje?
Byc wyryćkaną przez własnego doga ? znaczy sukę ?... Nie wiem co gorsze, to że to suka, czy ze psa nie ma...Jako środek antykoncepcyjny usiłuję się sprawdzić na spacerach i walczę zajadle z jakimiś za przeproszniem kundlami.
Ze też to taki kundel nie rozumie, że nie dla psa kiełbasa i moja cocker spanielica nie parzy się z pierwszym lepszym pchlarzem.
Właśnie zapytałam mojego znajomego,który tez ma sukę czy słyszał o wibratorach dla psów. Może kilka seks wkładek załatwiłoby sprawę . Obiecałama tez sobie zapytac weterynarza .
W końcu sa zabawyczki dla chłopczyka i dzieweczki a dla pieseczków nie ma ? One też potrzebują seksu.
Po ostatnich wydarzenach z mojego życia jako obiekt seksualny czuję się bardzo średnio i szczerze powiedziawszy w ogóle mnie to nie bawi, a wręcz drażni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz