Strony

www.jooble.org

piątek, 12 września 2014

Dzień jak zawsze....tyle , ze piątek i takie tam

Nic w zasadzie się nie dzieje. Nie chudnę , nie tyję . Tyle tylko, ze patrzę na wszystko z takim okropnym dystansem, jakbym oglądała film. Brakuje mi świergotu ptaków i ciągłego ferworu. Zamknęłam chyba ostatnią z idiotycznych spraw, jakie ciągnęły się  w nieskończoność. Nawet nie wiedziałam, ze taką poczuje ulgę... Kiedy ja mam totalny odpływ , mój pies ma przypływ energii.

Własnie rozcięłąm palec z powodu tego szaleństwa. Bolało potwornie, no ale ...ból , bólem ,a  krwawienie trzeba było zastopować.

Dziwną przyjemność znajduję teraz w robieniu weków. Słoiki ... Już minął ten czas, że musiałam w dobę , a maksymalnie dwie zawekować po 50 kg ogórów i buraków czy papryki.

Nie żebym robiła to bez przyjemności, tyle tylko, że te hurtowe ilości wyłączały mnie na jakiś czas z obiegu.

 Wszystko wtedy robiłam na raz. Myłam wekowałam , gotowałam , szatkowała  i biegałam- a to do pracy, a to do przedszkola, do szkoły czy na plac zabaw z dziećmi i psami. No i gotowałam , sprzatałam , prałam , prasowałam itd.. i jak to typowa matka Polka robiłam tysiące innych rzeczy czując wielką odpowiedzialność, za dużego dzieciaka - męża i latorośle i mając pełną świadomość tego, ze jak nie zrobię to miesiącami będę prosić i denerowwąc się  - sama nie wiem skąd miałam tyle siły.

Dziś robię teraz może nie więcej przetworów, ale bardziej zróżnicowanych. Takie tam sałatki, grzyby, ogórki, kapusta , buraki , papryka, borówki, jagody i żurawina.  Zaczęłąm nawet spisywać moje przepisy . Wszystkie wypróbowane i pokoleniowe. Moja mama w słoikach ma mistrzostwo świata. Ja dopiero raczkuję , ale przecież nie święci garnki lepią. http://kuchniasingielki.blogspot.com/

Pakuję te słoje jako antidotum na parszywą pogodę i na jesienne słońce . Szału nie ma , ale zawsze to kilka słoików czekających już tylko na użycie.No i ma to swoją dobra stronę . Najpierw podżeram, bo przeciez spróbowac muszę , a potem próbuję - bo gdyby tak ewentualnie okaząło się , że po kilku dniach wekowania są niedobre to przecież nie będę trzymać ... Suma sumarum nie pamiętam roku , żeby moje słoje doczekały zimy. Zimą zawsze obiecuję sobie, że w następnym roku będzie inaczej, ale za rok - prawem kaduka - schemat powiela się.

Wszystko z powodu stomatologa. Ten stres po pisku wiertła gdzieś muszę odreagować. Problemu ze zjedzeniem mieć też nie będę . W końcu na jedzonko zawsze znajdzie się amator. Trzeba tylko je mieć i na nie mieć - ot i cała życiowa filozofia.No i kurna w tym momencie przypomniało mi się , ze zapomniałam o dzisiejszej wizycie u stomatologa... OK musze się przemówić :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz