Strony

www.jooble.org

niedziela, 22 marca 2015

Gruba Baba; Miła odmiana ...

Po pierwsze dziś przebiegłam dystans ponadwymiarowy. Plan minimum zakładał bieg od pierwszej latarni na drodze do kładki do pierwszej bramki na kładce. Nie mam pojęcia jaka to odległość, ale wymyśliłam sobie w moim babskim mózgu, że kiedy przebiegnę tę odległość i nie będę czuła zmęczenia to dopiero wtedy pomyślę o wydłużeniu biegu. Tak miało być. Jest jednak zupełnie inaczej.

Bieg zaczynam już po wyrzuceniu śmieci do kosza. Potem na tzw. sago biegnę na skróty. Czasem muszę się zatrzymać , bo pies chce albo kupę , albo siku, albo zwyczajnie coś powąchać . Jak trzepnie niespodziankę na trawniku to jeszcze czeka mnie poszukanie kosza. Najczęściej korzystam z otwartych śmietników, gdzie są pojemniki na tzw. bioodpady. Wyrzucam woreczek i biegniemy dalej. W zasadzie przetruchtuję cały odcinek Podtatrzańskiej od skrzyżowania z Szaflarską do nad dunajeckiej dróżki , jak mówią tutejsi ku kładce.

 Dopiero teraz jestem na właściwym szlaku, który minimalnie muszę pokonać,  a ja przecież już dyszę . Ok. Daję radę . Most z reguły przechodzę wyrównując oddech, ale jak się zapomnę to przetruchtam .  Potem jest podbieg na górę .... no powiem szczerze też przetruchtam , ale za to w lesie oddycham pełną piersią, chociaż czasem odległość leśny trakt na platformę widokową też przetruchtam . 


Na Platformie za to łapię powietrze wyrównuję oddech , odpoczywam , a potem z Di zaczynamy spacerek do domu, a potem ....  . to się trochę dziwię , ze truchtam po lesie.

Kiedy się opamiętam zwalniam i znów spaceruje do ścieżki  , ale wtedy najczęściej rozciągam nogi. U szczytu lotniskowej kopuły zaczynam truchtać tą samą  drogą w dół, dziś nawet przetruchtałam most i całą minimalną odległość, potem chodnikiem przy Podtatrzańskiej też trochę truchtałam, ale bardziej odpoczywałam , żeby przebiec odcinek od skrzyżowania Szaflarską w dół do domu , na górę po schodach też  wbiegłam i w domu łapię równowagę ..... Potem szybki prysznic i gdzieś koło 8.00 jestem gotowa na wszystko inne. 

Nie mam pojęcia jak długo uda mi się utrzymać ten poranny rytm, ale staram się i
najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze sprawia mi owo bieganie coraz większą przyjemność... No co , że sama biegam ? ... Tak rano to ponoć trudno się ludziom zmobilizować , żeby wyczyniać takie brewerie, a ja kocham swój poranny rytm.

Z pewnością lepiej zmęczyć się bieganiem niż rozmową z chamem czy inteligentnym inaczej. 

W każdym razie bieganie napawa mnie optymizmem i wypełni endorfinami i to jest cudne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz