Święta wcale nie muszą być katorgą. Wystarczy wszystko odpowiednio zaplanować i konsekwentnie wykonywać . Łatwo powiedzieć , Wykonać trudno. Wystarczy zajrzeć do koszyczka , żeby przekonać , że tak de facto wszystko, a przynajmniej większość w nim jest. Śniadanie świąteczne więc zanosisz przed ołtarze, by następnego dnia spróbować tego , co pokropione.Tradycja chociaż w ogólnych schematach zaprzecza wszelkim teoriom to jednak może nam służyć . Z tego koszyczka zjem obaw prawie wszytsko, ale rozciągnę to w czasie.
W moim wypadku ( kosz mam duży ) to zapas jeszcze na kilka dni. Zaraz po święconym wszystko rozpakowałam, a kosz wypakowałam owocami i jarzynami.
Dziś już tylko miała być sałatka jarzynowa , ale ostatecznie upikłam sobie jeszcze chleb . Ten ostatni wyszedł mi fantastycznie.
....że co , że w Sobotę chciało mi się jeszcze brudzić ? Sorry kochani przy wypieku chleba nie ma więcej pracy niż przy pieczeniu mielonego. Zresztą ja to pieczenie chleba zwyczajnie bardzo lubię. Chleb jakby wiedział, ze rośnie na święta. Spisał się idealnie . Bardzo żałuję , że nie mogę podrzucić go mojemu dwumetrowemu maluchowi. Syn wprost przepada za takim chlebem pieczonym w domu.
Kiedy już wszystko gotowe to nagle stwierdziłam, że nie jestem głodna i wszystko powędrowało do lodówki.
Nadal kuśtykając pojdę na standardowe nabożeństwo sobotnie i koło 24.00 znaajdę się wśród tych, którzy byli świadkami Zmartwychwstania Pańskiego. Mszę zaplanowałam dawno, ale było mi wyjątkowo miło, że w ramach pokuty ksiądz mnie na nią zaprosił. Będę więc tam nie tylko z powodu chęci, ale też i miłego obowiązku, Wprawdzie na cud w sprawie nogi nie liczę , ale byłoby miło , gdyby już przestała przynajmniej tak boleć .
Pozytywy na dziś: Dużo robię, mało jem i nie
jestem głodna. Za to pije mnóstwo ziołowych herbat.Zwyczajnie pyszne. Najważniejsza z pozytywnych wiadomości to taka, że byłam u fryzjera i na Święta Wielkanocne jestem wypiękniona , wypachniona i zadowolona z siebie.
W moim wypadku ( kosz mam duży ) to zapas jeszcze na kilka dni. Zaraz po święconym wszystko rozpakowałam, a kosz wypakowałam owocami i jarzynami.
Dziś już tylko miała być sałatka jarzynowa , ale ostatecznie upikłam sobie jeszcze chleb . Ten ostatni wyszedł mi fantastycznie.
....że co , że w Sobotę chciało mi się jeszcze brudzić ? Sorry kochani przy wypieku chleba nie ma więcej pracy niż przy pieczeniu mielonego. Zresztą ja to pieczenie chleba zwyczajnie bardzo lubię. Chleb jakby wiedział, ze rośnie na święta. Spisał się idealnie . Bardzo żałuję , że nie mogę podrzucić go mojemu dwumetrowemu maluchowi. Syn wprost przepada za takim chlebem pieczonym w domu.
Kiedy już wszystko gotowe to nagle stwierdziłam, że nie jestem głodna i wszystko powędrowało do lodówki.
Nadal kuśtykając pojdę na standardowe nabożeństwo sobotnie i koło 24.00 znaajdę się wśród tych, którzy byli świadkami Zmartwychwstania Pańskiego. Mszę zaplanowałam dawno, ale było mi wyjątkowo miło, że w ramach pokuty ksiądz mnie na nią zaprosił. Będę więc tam nie tylko z powodu chęci, ale też i miłego obowiązku, Wprawdzie na cud w sprawie nogi nie liczę , ale byłoby miło , gdyby już przestała przynajmniej tak boleć .
Pozytywy na dziś: Dużo robię, mało jem i nie
jestem głodna. Za to pije mnóstwo ziołowych herbat.Zwyczajnie pyszne. Najważniejsza z pozytywnych wiadomości to taka, że byłam u fryzjera i na Święta Wielkanocne jestem wypiękniona , wypachniona i zadowolona z siebie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz